ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Dochodowe bankructwa

Udostępnij

Upadłość bywa bolesna. Ale to, co dla jednego podmiotu jest dramatem, dla innego może być okazją do zarobku. Warto przyglądać się ogłoszeniom o przetargach lub wykorzystać mechanizm tzw. kompensacji zadłużenia.

Dawno zapomnieliśmy o spowolnieniu gospodarczym. Mimo to poprawie sytuacji gospodarczej mierzonej dynamiką Produktu Krajowego Brutto (PKB) nie towarzyszy znaczący i dobrze widoczny spadek liczby ogłaszanych przez sądy gospodarcze wobec największych podmiotów upadłości. Jak wynika z oficjalnych danych Monitora Sądowego i Gospodarczego, przytaczanych przez Euler Hermes, kluczowego, globalnego ubezpieczyciela należności handlowych, w całym ubiegłym roku opublikowano łącznie 900 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost (w stosunku do poprzednich dwunastu miesięcy) o 12 proc. Według analityków EH na czele „najbardziej kłopotliwych” sektorów plasują się usługi transportowe i logistyczne, usługi oraz produkcja.

Mimo tego, że branża budowlana nie odnotowała progresywnej dynamiki upadłości, to była jednak powodem problemów finansowych w wielu firmach dostawczych i usługowych, w wyniku czego ściśle związane z budownictwem przedsiębiorstwa odpowiadały za 40 proc. niewypłacalności. Zdaniem analityków EH wiele wskazuje na to, że problemy sektora budowlanego mogą w br. powrócić.

Natomiast według specjalistów Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), organizacji powołanej przez rząd w celu wsparcia krajowej gospodarki, w ciągu całego ubiegłego roku największy wzrost natężenia upadłości miał miejsce w sektorze wytwarzania i przetwarzania koksu, rafinacji ropy naftowej, magazynowania i działalności pocztowej, jak również w działach gospodarki związanych z kulturą, rozrywką i rekreacją. Istotny spadek odnotowano natomiast między innymi w sektorze produkującym tzw. pozostały sprzęt transportowy (bez samochodów, ciągników itp.), w górnictwie i branżach wydobywczej, farmaceutycznej oraz produkującej meble podbijające zarówno krajowy, jak i zagraniczne rynki.

Najwyższy stosunek upadłości, oraz rozpoczętych procesów restrukturyzacyjnych w stosunku do liczby funkcjonujących na danym obszarze przedsiębiorstw, według PFR, odnotowano na Mazowszu, w województwach zachodniopomorskim oraz dolnośląskim.

“Licytacja majątku, będąca zazwyczaj następstwem ogłoszenia przez sąd tzw. upadłości likwidacyjnej, to bardzo często niepowtarzalna okazja, aby za bezcen wejść w posiadanie gotowych, a niesprzedanych wyrobów, elementów wyposażenia biurowego, maszyn, sprzętów IT czy samochodów.”

Wybór koksu

Ale to, co dla jednych podmiotów gospodarczych i, rzecz jasna, ich właścicieli bywa dramatem, innym, przeciwnie, może przynieść nie lada korzyści. Licytacja majątku, będąca zazwyczaj następstwem ogłoszenia przez sąd gospodarczy tzw. upadłości likwidacyjnej, to bardzo często niepowtarzalna okazja, aby za bezcen, po znacznie obniżonych cenach, wejść w posiadanie gotowych, a niesprzedanych wyrobów, wielkich i nawet najmniejszych elementów wyposażenia biurowego i produkcyjnego, maszyn, specjalistycznych narzędzi, niezliczonej liczby sprzętów IT różnego rodzaju, samochodów osobowych i transportowych, linii produkcyjnych, czy, może przede wszystkim, firmowych nieruchomości.

– To bardzo korzystny sposób zgromadzenia kapitału na przykład dla firm w początkowej fazie działalności, tzw. start-upów – zauważa Jerzy Sławek, Dziekan Krajowej Izby Doradców Restrukturyzacyjnych. Przypadłością tego rodzaju podmiotów są zwykle niedobory finansowe, ci przedsiębiorcy nie mogą więc kupić nowych maszyn. Płacą często jednocześnie wysokie czynsze za wynajmowane pomieszczenia, spłacają pozaciągane kredyty i pożyczki czy raty leasingowe (pewna część, rzecz jasna, korzysta z przestrzeni coworkingowych, na pewno jednak nie jest to wciąż zjawisko powszechne). Także dlatego na licytacjach związanych z upadłością krajowych przedsiębiorstw chętnych zazwyczaj wciąż jest niewielu (wysokie zaliczki). W dodatku procedury ograniczone są w czasie, więc informacje o takich zdarzeniach nie docierają do ogromnej większości właścicieli aktualnie rozpoczynających działalność podmiotów. W rezultacie ogłaszane są kolejne licytacje, często z jeszcze bardziej obniżoną ceną wywoławczą, ale także wtedy, z uwagi na braki komunikacyjne, nie ma wcale pewności (a nawet większej nadziei), że zakończą się wyłonieniem nowego właściciela.

Najwięcej bodaj informacji o licytacjach dotyczących zarówno majątku ruchomego, jak i nieruchomości można znaleźć w serwisie internetowym Krajowej Rady Komorniczej (KRK) (www.licytacje.komornik.pl). Pod koniec marca br. figurowało tam ponad 800 ogłoszeń dotyczących mieszkań, około 600 różnego rodzaju nieruchomości gruntowych (działki budowlane, zabudowane i nie, rekreacyjne, użytkowe itp.), 440 domów, około setki lokali użytkowych, 47 magazynów i hal, 37 garaży i miejsc postojowych, jednego… kutra rybackiego (cena wywołania to 222,7 tys. zł). Prócz tego można było odszukać olbrzymią liczbę ogłoszeń o sprzedaży różnego rodzaju mogących się nadać w działalności gospodarczej ruchomości, począwszy od samochodów ciężarowych (200), poprzez maszyny (160) i materiały przemysłowe (80), po banalny sprzęt komputerowy (140). Firmy w lepszej kondycji niż dłużnik mogą w taki sposób zaopatrzyć się także w meble biurowe (w zasadzie pełen asortyment), a nawet surowce i materiały (paliwa ciekłe i stałe, olej napędowy czy koks odlewniczy, przemysłowy oraz metalurgiczny).

Papierowe złoto

Największym powodzeniem ze strony poszukujących okazji przedsiębiorców cieszą się jednak, jak się można domyślić, budynki biurowe, mieszkania i inne nieruchomości przemysłowe. Na brak zainteresowania nie narzekają także syndycy organizujący aukcje majątku po bankrutujących deweloperach czy firmach budowlanych, co w sytuacji wysokiego popytu na tego rodzaju dobra, rosnących cen i prawdziwej gorączki zakupowej przypominającej niektórym „bańkę” z lat 2006-2007, może nieco dziwić.

Prawdziwe tłumy, przede wszystkim jednak osób fizycznych, walą na przetargi dotyczące ocenianego jako atrakcyjny majątku ruchomego. W kręgu łowców do dzisiaj są wspominane organizowane przez syndyka masy upadłościowej licytacje ekskluzywnych pojazdów osobowych po likwidowanej spółce OLT Express, należącej do byłego właściciela piramidy finansowej Amber Gold. Nic dziwnego: na sprzedaż wystawionych było prawie 140 pojazdów, niektóre renomowanych marek (na przykład Mini). Ceny wywołania samochodów kształtowały się mniej więcej na poziomie połowy ich wartości rynkowej, a dużą część aut z niewielkimi, dającymi się łatwo usunąć uszkodzeniami można było kupić z jeszcze bardziej znaczącym upustem. Na pierwszej licytacji syndyk sprzedał 99 ze 134 oferowanych, niemal nowych samochodów za łączną kwotę 5,9 mln zł. Niesprzedane po raz pierwszy, licytowano w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Północ. Cena wywołania samochodu Renault Clio wyniosła 25,4 tys. zł, podczas gdy katalogowa kształtowała się na poziomie o prawie 20 tys. zł wyższym. O luksusowe BMW 740, osobiste auto króla papierowych sztabek złota (Amber Gold obiecywała krociowe zyski z inwestycji w ten kruszec) walczyło w sumie dziesięć osób. Wygrał przedsiębiorca z Piły, który zaproponował 318,8 tys. zł, blisko 100 tys. więcej niż wynosiła cena wyjściowa. Za podobny model z tzw. drugiej ręki musiałby zapłacić około 500 tys. zł. Na ostatnim przetargu stawiło się 250 chętnych.

licytacja, bankructwo, syndyk, samochody, flota, amber gold - Businessman.pl, businessmanSyndyk na pniu sprzedał dwie trzecie samochodów. Duża część, jak twierdzi osoba biorąca udział w licytacjach, nabywana była przez przedsiębiorców, którzy w taki sposób rozbudowywali swoje floty firmowych pojazdów.

Budowlanka u fryzjera

Na aukcjach komorniczych wciąż dużym zainteresowaniem cieszą się także elementy wyposażenia upadających aptek (specjalistyczne lady, regały i chłodnie do magazynowania medykamentów). W tej branży licytacje niezwykle rzadko kończą się na cenie wywołania, nagminnie natomiast syndyk uzyskuje przynajmniej 20-30 proc. nawiązkę, a zdarza się, że „zarabia” nawet dwukrotne. Również towary pochodzące z likwidowanych przedsiębiorstw produkcyjnych oraz hurtowni ubrań i obuwia raczej szybko znajdują nabywców. Jakiś czas temu jeden z syndyków masy upadłościowej w ciągu zaledwie kilku godzin znalazł nabywców na przeszło 1,5 tys. par damskiego i męskiego obuwia (większość została wystawiona zaledwie po około 4 zł) z likwidowanej właśnie, mieszczącej się pod Warszawą, hurtowni tego rodzaju produktów.

Wciąż niewielkim zainteresowaniem cieszy się natomiast majątek po firmach wytwarzających wędliny (między innymi różnego rodzaju wieszaki, tzw. nastrzykiwarki, wędzarnie itp.) i działających w branży wyposażenia wnętrz. Ogromna jest także podaż sprzętów po bankrutujących placówkach gastronomicznych: restauracjach, kawiarniach, lodziarniach i pubach, jak również zakładach kosmetycznych, fryzjerskich oraz sklepach z niemal każdym asortymentem kierowanym do tzw. szerokiego odbiorcy. Prawie nowe wyposażenie salonu, w skład którego wchodzi pięć stanowisk do obsługi klientek, narzędzia pracy (razem ze stolikiem) manikiurzystki, łóżko do tradycyjnego masażu można kupić za niecałe 10 tys. zł. Za sprzęty tego rodzaju schodzące wprost z linii produkcyjnej trzeba natomiast zapłacić nawet 50 tys. zł.

– W branży usługowej wciąż jest dużo upadłości – ocenia Jan Raczyński, niezależny analityk finansowy. – Licytacja majątku dla takich podmiotów jest szansą na pozbycie się długów i ewentualne rozpoczęcie innej działalności.

Najbardziej korzystne, zdaniem specjalistów, jest kupno w takim trybie maszyn budowlanych, pozostawionych przez ogłaszające bankructwo między innymi w wyniku coraz dłuższych zatorów płatniczych firmy wykonawcze. Mało używane koparki, specjalistyczne maszyny do wylewania dróg i dźwigi można nabyć za mniej niż połowę wartości rynkowej. Kosztujące przeszło milion zł żurawie wieżowe wyceniane są na około 400-500 tys. zł. Prawie nieużywane koparko-ładowarki „chodzą” po 50-70 tys. zł (za nową trzeba zapłacić ponad 150 tys. zł).

– Sektor budowlany coraz bardziej cierpi na brak wykwalifikowanej siły roboczej i szybko rosnące wymagania dotyczące wynagrodzenia – wyjaśnia Raczyński. – Nawet masowa emigracja zarobkowa robotników zza wschodniej granicy nie załatwia problemu. Bankructwa w tej branży mniejszych firm wykonawczych zatem nie dziwią. Szybko zapewne ten trend się nie skończy, a być może nawet nasili.

Ścieżka kompensacyjna

Obracanie kredytem kupieckim w wielu branżach stało się powszechnym zwyczajem. Najbardziej przeterminowane długi mogą jednak także zostać zlicytowane, a wtedy jest zagrożenie, że firma, która nie uregulowała należności w terminie stanie się ofiarą zyskującego na popularności mechanizmu tzw. kompensacji zadłużenia.

W największym skrócie polega on na tym, że podmiot A, który, chce wykonać na przykład remont generalny, przebudowę, czy nabyć określone produkty, kupuje wystawiony na sprzedaż, dajmy na to na internetowej giełdzie niezapłaconych należności, przeterminowany dług podmiotu zajmującego się świadczeniem usług budowlanych. Następnie z tym samym przedsiębiorstwem podpisuje umowę na wykonanie zlecenia o wartości równej lub nieco wyższej od tej, której dotyczy nieopłacona, wystawiona na licytację faktura. Po przeprowadzeniu robót i odebraniu inwestycji A wysyła wiadomość do B, że w jego posiadaniu znajduje się przeterminowana należność, która swego czasu nie została opłacona (mamy więc do czynienia z dwoma długami podobnej wartości).

Obracanie kredytem kupieckim w wielu branżach stało się powszechnym zwyczajem.

W kolejnym kroku A proponuje B tzw. kompensację należności (zniesienie całkowite lub częściowe). Taka transakcja, przynajmniej teoretycznie, dla wszystkich jest korzystna: pierwsza firma pozbywa się ciążącego na niej zadłużenia, niejako je odpracowując, druga natomiast nabywa usługę, płacąc wierzytelnością, za którą zapłaciła ze sporym, sięgającym czasami nawet 30-50 proc. upustem. Problem w tym, że właściciele niektórych zadłużonych podmiotów, o ile, rzecz jasna, nadal funkcjonują na rynku, w nowo podpisywanych umowach zastrzegają, że należność może być opłacona tylko gotówką albo poprzez przelew bankowy (inne formy nie wchodzą w rachubę). Wtedy i tak, jak twierdzą specjaliści, można dokonać kompensacji, ale sprawa prawdopodobnie znajdzie finał w sądzie, który ostatecznie rozstrzygnie, czy taka „ścieżka” spłaty zadłużenia nie wyrządziła po drodze dodatkowej szkody majątkowej.

Bankructwo może być, co prawda, dochodowym interesem, ale lepiej jednak w ogóle nie mieć z nim do czynienia.

Tagi:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *