ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Profesja zmienną jest

Udostępnij

Dzisiejsi maturzyści po ukończeniu studiów wejdą na rynek, na którym poszukiwani będą adepci zawodów zupełnie nowych lub takich, które dziś są jeszcze niszowe. Oraz tych, które od lat wymierają – ale się odrodzą.

W Polsce tylko co piąty magister pracuje w wyuczonym zawodzie. I nic dziwnego. Bo po pierwsze – oferta kierunków studiów nie do końca dopasowana jest do sytuacji rynkowej i potrzeb pracodawców. A po drugie – rynek pracy zmienia się obecnie tak szybko, że w ciągu 5 czy 10 lat pojawiają się na nim nowe profesje, a część „tradycyjnych” znika lub traci na znaczeniu. W jakich zawodach dzisiejsi maturzyści będą pracować na początku przyszłej dekady, trudno do końca przewidzieć. A jeszcze trudniej dostosować do tego ofertę programową uczelni.

Dobrym przykładem jest branża IT i programiści. Niby od dawna jest oczywiste, że dzisiejszy świat staje się coraz bardziej zinformatyzowany, ale uczelnie i tak nie nadążają z dostarczaniem specjalistów w tej dziedzinie. Efektem tego są szacunki, że w całej Unii Europejskiej, w 2020 r. będzie brakowało… 800 tys. informatyków i programistów. Zarazem rozwój technologii zaczyna rugować z rynku zawody dotąd, zdawało się, niewzruszone – ekspansja sztucznej inteligencji i robotyki zagraża już nie tylko w bankowcom, ale nawet prawnikom czy dziennikarzom.

Jakie „nowe” zawody pojawią się w najbliższych latach oraz jakie – dziś mało popularne – zaczną zyskiwać na znaczeniu? Nie ma co się oszukiwać – formułowanie takich prognoz wymaga po części wróżenia. I tym właśnie zajmuje się jedna z profesji, którym, nomen omen, wróży się rosnącą popularność. Trendwatcherzy, soonolodzy – jej wykonawcy określani są na różne sposoby. To, co ich łączy, to przewidywanie przyszłości, nowych trendów – ale nie w modzie, lecz w niemal każdym aspekcie życia. Od rozwoju biznesu, przez zwyczaje ludzi, sposób organizowania przestrzeni w domu, preferencji zawodowych, kierunków rozwoju technologii czy podejścia do dbania o zdrowie. Sami przyznają, że są trochę analitykami, trochę wróżkami.

Po co to robią? Z ich analiz korzystają np. marketerzy, by przygotować się na wybuch popularności dziś mało ważnej czy wręcz nieistniejącej niszy rynkowej. Przykładem takiego zjawiska może być rosnący odsetek związków młodszych mężczyzn ze starszymi kobietami. Jakie ma to znaczenie? Dla osób odpowiedzialnych za marketing czy kreowanie oferty produktowej – kapitalne. Takie pary zwykle nie mają dzieci, mają za to więcej czasu. Związki takie częściej rodzą się między osobami o wyższym statusie społecznym i materialnym, bardziej otwartymi i chcących intensywnie korzystać z życia. No i najważniejsze: mającymi pieniądze, które chętnie wydadzą, jeśli znajdą ofertę dla siebie. Szybkie wyłapanie tego trendu pomoże tę ofertę odpowiednio wcześnie stworzyć. Inny zauważalny trend to niechęć młodych ludzi do pracy w biurze.

“Pojawia się coraz więcej tzw. coffice – kawiarni dla ludzi pracujących, w których oprócz kawy jest drukarka.”

Ale nie chodzi o to, że chcą pracować z domu. O nie. Teraz coraz bardziej popularnym miejscem pracy jest… kawiarnia. Dlatego pojawia się coraz więcej tzw. coffice – kawiarni dla ludzi pracujących, odpowiednio przystosowanych dla ich potrzeb. Nie tylko latte i ciastko, ale także… drukarka. Ale jest też inna odmiana analityków, zajmujących się m.in. przewidywaniem przyszłości i prognozowaniem zjawisk – w tym przypadku jednak wyłącznie w oparciu o twarde dane. A właściwie – o całe ich oceany.

Są to specjaliści od Big Data – potężnych zbiorów danych, które odpowiednio uporządkowane według wybranych kryteriów i umiejętnie przetwarzane pozwalają zauważać zależności wcześniej niewidoczne i znajdować związki między pozornie niezwiązanymi ze sobą danymi lub faktami. I na tej podstawie wyciągać wnioski. Może tu chodzić zarówno o budowanie modeli zachowań konsumenckich, jak i o przewidywanie… wyników wyborów.

“Specjaliści i właściciele posiadający technologie umożliwiające przetrzymywanie danych i wykonywanie operacji na internetowym dysku zamiast w telefonie czy na komputerze na pewno będą mieli co robić.”

Oczywistością wydaje się dziś, że przybywać będzie pracy dla programistów. Smartfonowy boom, który trwa raptem 10 lat, wytworzył zapotrzebowanie na twórców aplikacji – czyli tych wszystkich „apek”, które mamy w telefonach czy tabletach. Zapotrzebowanie na specjalistów w tej dziedzinie jest coraz większe i będzie rosło. Można to porównać do popytu na twórców stron WWW czy webmasterów, gdy Internet wkraczał w fazę swego najbardziej intensywnego rozwoju.

Świetlana przyszłość może też czekać programistów aplikacji webowych. Tworzą oni programy, których nie instalujemy na komputerach, ale które – mając identyczne funkcje jak programy na twardym dysku – działają za pośrednictwem Internetu. Emulowanie online funkcji laptopów czy komputerów stacjonarnych oraz zdalne przechowywanie danych napędza rozwój całej branży związanej z internetowymi „chmurami”, zwanej cloud computing. Innymi słowy – chodzi o technologię i specjalistów, którzy umożliwiają nam przetrzymywanie danych i wykonywanie operacji na internetowym dysku, zamiast w telefonie czy komputerze.

“Coraz więcej firm poszukuje specjalistów od tzw. monetyzacji – czyli projektowania sposobów zarabiania na darmowej rozrywce lub narzędziach.”

Obecnie, gdy minęły lata od wypuszczenia na rynek konsumencki naprawdę przełomowych innowacji, w branży technologicznej postępuje swego rodzaju „wyrównanie”. Coraz trudniej producentom wymyślić coś, co istotnie odróżni ich od konkurencji – widać to choćby na przykładzie smartfonów. Dlatego firmy coraz chętniej inwestują w pracowników, którzy zajmują się wrażeniami, jakie wynosi konsument, obcując z produktem danej firmy. Profesja ta nazywa się user experience designer (lub UX designer). Ich zadaniem jest takie projektowanie produktów, by korzystanie z nich było jak najbardziej intuicyjne, naturalne i atrakcyjne.

Egzotycznie brzmiącą nazwą zawodu jest listening officer – po polsku można by go nazwać „nasłuchiwaczem”. Jaka jest jego rola? Zbiera raporty o najdrobniejszych nawet wzmiankach na temat firm, dla których pracuje (lub produktów), które pojawiają się w mediach społecznościowych. I zależnie od potrzeb, reaguje na nie. Bo reputacja firmy w dzisiejszych czasach „psuje się od sieci”. A ponieważ liczba „komunikatów” w sieci rośnie gwałtownie, także i zapotrzebowanie na „nasłuchiwaczy” będzie rosło.

“Listening officer zbiera raporty o najdrobniejszych wzmiankach na temat firm czy marek, dla których pracuje w mediach społecznościowych.”

Coraz więcej firm poszukuje specjalistów od tzw. monetyzacji, czyli projektowania sposobów zarabiania na grach wideo czy stronach internetowych, które są… darmowe. W ogóle branża gier kreuje wiele nowych profesji. Zatrudnienie znajdą np. projektanci wirtualnych go spodarek (bardzo ważnych w internetowych grach wieloosobowych) czy specjaliści od wirtualnej rzeczywistości (VR). Status gwiazd zdobywają już powoli osoby grające zawodowo w gry komputerowe (tzw. e-sporty), a po całym świecie rozsiane są firmy i firemki, gdzie pracownicy zawodowo grają w gry komputerowe, by zdobywać wirtualne zasoby i sprzedawać je bardziej leniwym graczom-amatorom.

Nasz świat staje się też bardziej ekologiczny, co wpływa na gospodarkę i oczywiście rynek pracy. Wśród cenionych i poszukiwanych specjalistów są np. projektanci i inżynierowie farm wiatrowych. Powoli powstaje też rynek dla doradców do spraw optymalizowania zużycia energii. Tak w firmach, jak i w domach.

Rozpowszechnienie się dronów oraz ich coraz większe użycie w biznesie tworzy zaś popyt na pilotów (czy raczej operatorów) dronów. Są też nowe zawody wymagające bardziej miękkich umiejętności. W starzejących się społeczeństwach potrzeba będzie coraz więcej osób zajmujących się opieką nad seniorami. I nie tylko klasyczną, jak wyobrażamy ją sobie dziś (sprzątanie, leki, zakupy), ale także zajmujących się m.in. aktywizacją starszych osób.

Ale uwaga! Nowe popularne i pożądane zawody wcale nie muszą być… nowe. Wspomniani już wcześniej trendwatcherzy przewidują bowiem także reaktywację zawodów rzemieślniczych. Zdawałoby się – bezpowrotnie wymierających. Ale bogacące się społeczeństwo ma rosnące ambicje, także np. w stosunku do produktów, ich jakości i niepowtarzalności. A handmade jest oznaką prestiżu, z którą nie mogą się równać seryjne towary z jakiejkolwiek sieciówki.

Wnioski? Należy się spodziewać odrodzenia znaczenia takich profesji jak np. szewc czy krawiec.

Tagi:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *