ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Udostępnij

Z giełdy zniknęli przypadkowi gracze, pozostał inwestor bardziej dojrzały, posiadający sporą wiedzę o rynku kapitałowym – mówi JAROSŁAW DOMINIAK, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych od 20 lat działa na rzecz osób fizycznych, które zdecydowały się samodzielnie inwestować na rynku kapitałowym. Jak przez te dwie dekady zmienili się inwestorzy?

Inwestorzy zmieniali się na przestrzeni 20 lat podobnie jak rynek. Podobnie jak polski rynek awansował do grona rynków dojrzałych, tak ma się sprawa z inwestorami indywidualnymi. Dziś zdecydowanie większy odsetek stanowią osoby bardziej doświadczone, z coraz większym stażem. Starzejemy się, a przy okazji rośnie wartość aktywów, jakie inwestujemy na rynku kapitałowym. Szczerze, z każdym rokiem jest coraz mniej miejsca na okazjonalne inwestowanie oparte na intuicji. Dzisiaj, by osiągać sukces jako samodzielny inwestor, trzeba wiedzieć i potrafić zdecydowanie więcej niż w początkowych latach funkcjonowania giełdy. Poza tym rynek stał się bardziej złożony i dynamiczny.

Czy fakt globalizacji, która w sposób szczególny odcisnęła piętno na światowych rynkach finansowych, zasadniczo zmienił podejście rodzimego inwestora do lokowania środków na rynku kapitałowym?

Zdecydowanie tak. I z każdym rokiem ten proces ulega przyspieszeniu. Dziś nie jesteśmy skazani na warszawski parkiet. Nasze pieniądze mogą pracować w różnych miejscach na świecie, a z drugiej strony wybór aktywów i rynków, na których możemy pokusić się o osiągnięcie wysokich stóp zwrotu, jest nieporównywalnie większy dzisiaj niż nawet 5 lat temu. Istnieją bariery w postaci języka, braku znajomości specyfiki i mniejszego dostępu do informacji wysokiej jakości. Jednak te bariery nie są na tyle zniechęcające, by coraz większy odsetek rodzimych inwestorów nie szukał okazji do inwestowania poza warszawską giełdą.

Badania SII dowodzą, że giełda coraz wyraźniej przegrywa walkę o młodego inwestora. Czy akcje i obligacje wytrzymają konkurencję z wydaje się bardziej atrakcyjnymi i dostępnymi dla młodych ludzi kryptowalutami, start-upami, crowdfundingiem?

Ma to związek ze wspomnianym brakiem lidera, propagatora przekonującego do zainteresowania się inwestycjami giełdowymi. Naiwnie byłoby myśleć, że zrobi to ktoś za nas lub zrobi się to samo. Inwestowanie na giełdzie nie jest niezbędne do życia, trudno liczyć na organiczny popyt na taką usługę. Tak jak fundusze czy banki promują się i zachęcają klientów, tak musi działać również rynek kapitałowy, ale de facto 10 razy intensywniej. Kolejnym problemem jest fakt, że coraz częściej dla młodych ludzi inwestowanie na giełdzie jest jakimś anachronizmem, obwarowanym wieloma ograniczeniami, obowiązkami, regulacjami, na które młody człowiek nie ma ochoty lub czasu. Młodzi ludzie, mówiąc obrazowo, chcą wyciągnąć smartfona, kliknąć i mieć kryptowalutę na swoim koncie tu i teraz – i faktycznie mogą to zrobić. Na giełdzie tak się nie da i pewnie jeszcze długo to się nie zmieni, jeśli zmieni się w ogóle kiedykolwiek. Mówiąc o młodych ludziach, trzeba pamiętać o bardzo mało atrakcyjnym przekazie, jaki dociera do nich od kilku lat. A to warszawska giełda przez długie okresy jest jedną z najsłabszych giełd, a to więcej spółek opuszcza parkiet, niż na nim debiutuje. O zyski bardzo trudno. Po drugiej stronie mamy bardzo dynamicznie zmieniający się rynek, z dużą płynnością. Młodzi ludzi mają zdecydowanie większą akceptację ryzyka z racji etapu, na jakim są i stosunkowo mniejszych aktywów, jakimi dysponują. Przy takim marketingu naszej giełdy – gdybym miał 20 lat mniej – to pewnie swoje zainteresowanie skierowałbym także w pierwszej kolejności na kryptowaluty czy inwestycje w start-upy.

SII podpisało z GPW strategiczne porozumienie, gdzie działania na rzecz inwestorów indywidualnych miały być jednym z głównych priorytetów. Co dzięki temu udało się osiągnąć?

Mogę wypowiadać się jedynie jako prezes Stowarzyszenia. Obie strony zadeklarowały konkretne działania i koncentrację na kluczowych obszarach, jak choćby bardzo pożądanym pokryciu analitycznym dla spółek mniejszych i średnich. Należy pamiętać, że w tym czasie zmienił się prezes i zarząd GPW. W niedawno opublikowanej strategii akcenty zostały już rozłożone zupełnie inaczej. Giełda ma teraz zamiar szukać zysków w innych segmentach, jak choćby w pośredniczeniu w handlu surowcami wtórnymi. Pierwszym punktem, co do którego zgodne było całe środowisko rynku, był zdecydowanie mniejszy nacisk na rynek akcji. Stowarzyszenie realizuje zdecydowanie większą liczbę postulatów i deklaracji parafowanych w porozumieniu. Pół roku temu powstał Dom Analiz SII, który ma na swoim koncie już kilka rekomendacji oraz raportów analitycznych. Pozostaje mi wierzyć, że za jakiś czas nastąpi korekta w priorytetach GPW i inwestorzy indywidualni w Polsce będą mogli korzystać z efektów działań, do których zobligowała się Giełda rok temu.

A może nowa strategia GPW stanowi podpowiedź dla inwestorów, że czas inwestycji w akcje się kończy, a to, co zapewni im zyski w przyszłości, to handel odpadami, towarami itp.?

Odważna teza. Oczywiście w niedalekiej przyszłości poznamy odpowiedź, czy faktycznie to był dobry ruch. Jednak fakt, że inne linie biznesowe giełdy dziś przynoszą więcej zysku, nie oznacza, że giełda ma zapominać o rynku akcji. Zapytajmy nawet przypadkową osobę, z czym kojarzy się jej giełda papierów wartościowych i czym się tam handluje. Pomysł, że będzie się wygaszało segment rynku stanowiący o tożsamości tej instytucji, jest co najmniej kontrowersyjny. Zapewne niezależnie od ewolucji i szukania nowych szans biznesowych to funkcja łączenia przedsiębiorców potrzebujących kapitału z inwestorami posiadającymi jego nadwyżki będzie się sprawdzała jeszcze długo. Z drugiej strony w dzisiejszych czasach miejsce na świecie, w którym można kupować akcje, ma coraz mniejsze znaczenie, a na pewno nie jest to już tak trudne i obwarowane licznymi przepisami ani koniecznością wykonania wielkiego wysiłku. Pieniądze pójdą zawsze tam, gdzie będą dobre okazje inwestycyjne, rynek będzie gwarantował dużą płynność, a koszty transakcyjne będą na atrakcyjnym poziomie. Z tymi wszystkimi parametrami mamy jako rynek poważne problemy. Jednak parafrazując słowa Marka Twaina – pogłoski o śmierci rynku akcji są mocno przesadzone.

Analiza wszystkich problemów nie napawa pozytywnie co do zwiększenia zainteresowania giełdą polskich przedsiębiorstw i zwykłych obywateli. Czy widzi Pan zatem jakieś powody, dla których warto jednak myśleć o giełdzie z perspektywy przyszłego emitenta lub inwestora chcącego pomnażać swoje oszczędności?

Oczywiście, ten dekadentyzm, jaki może przebijać z oceny obecnej kondycji rynku, wbrew pozorom stwarza wiele okazji. O ile w Ameryce mamy do czynienia z rekordowo długą hossą, która wywindowała kursy amerykańskich akcji do bardzo wysokich poziomów, o tyle w Warszawie mamy wiele spółek notowanych przy bardzo atrakcyjnych wskaźnikach. To nie oznacza, że akcje te nie mogą być jeszcze tańsze. Jednak zasadniczo zwiększa szansę na inwestycję z bardzo dużym potencjalnym zyskiem. Pamiętajmy, że zmiana koniunktury następuje zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. A chociażby wskaźnik nastrojów, jaki publikuje Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych w oparciu o to, czego spodziewają się inwestorzy, od dłuższego czasu odnotowuje bardzo niskie wartości optymizmu. Inwestorzy są już tak zmęczeni tą trudną sytuacją na rynku, że nie spodziewają się niczego pozytywnego. A taki stan to bardzo często wyśmienita okazja do tego, by kupić dobrą, zdrową spółkę, która w wyniku słabej koniunktury też uległa przecenie. Pamiętajmy również coraz bardziej atrakcyjnych stopach dywidendy. Jeśli akcje spółki regularnie zarabiającej i dzielącej się swoim zyskiem z akcjonariuszami w formie dywidendy uległy dużej przecenie, to nie bacząc na to, czy zarobimy na zmianie kursu, sama stopa dywidendy może zapewnić nam często kilka razy większy zysk z zainwestowanej kwoty niż nawet najlepsza lokata, jaką oferują banki. Wierzę również w cykliczność rynku. Tak jak po nawet najdotkliwszej bessie możemy być pewni hossy, tak również w ujęciu systemowym obecnie mniejsze zainteresowanie inwestowaniem na giełdzie to tylko jedna z faz rynku.

Tagi:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *