ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Nauka wzbogaca firmę

Udostępnij

Wdrożenie nowego, masowego produktu w wielkiej korporacji wymaga zwykle dużych nakładów finansowych i  jest obarczone wysokim ryzykiem. Dlatego pod względem innowacyjności przewagę mają mniejsze przedsiębiorstwa.

Duże korporacyjne środowiska nie sprzyjają w Polsce narodzinom innowacyjnych rozwiązań. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, łączne wydatki przedsiębiorstw na działania w zakresie badań i rozwoju (czyli B+R lub z ang. R&B), prowadzące do innowacji, nie przekroczyły w ubiegłym roku 1 proc. PKB. Przy czym, według GUS, nakłady te przeznaczone były w większości na kupno maszyn i urządzeń. Tylko niewielka ich część rzeczywiście trafiła na finansowanie B+R (13,3 proc. w przemyśle oraz 13,6 proc. w sektorze usług).

Zdaniem prof. Zbigniewa Florjańczyka z Politechniki Warszawskiej krajowe innowacje częściej powstają w firmach rodzinnych, małych, w których nie ma silnej presji akcjonariuszy na zyski, a przedsiębiorstwo nastawione jest raczej na produkcję wyspecjalizowaną, tzw. małotonażową.

– Ośrodki akademickie i badawcze wniosą raczej niewiele do technologii masowych – ocenia prof. Florjańczyk. – Te wymagają bowiem bardzo dużych zespołów badawczych i poniesienia wielkich kosztów na prowadzenie badań. Lepiej układa się współpraca ze światem nauki, gdy do specjalistów przychodzi właściciel z gotowym już projektem ekonomicznym i oczekuje jedynie wsparcia technicznego.

Zdaniem naukowców w Polsce wciąż brakuje kapitału, który sprostałby ryzyku związanemu z innowacyjną produkcją na skalę masową. Znalezienie wytwórcy, który zechciałby wdrożyć nową technologię jest możliwe – ale łatwiej obsadzimy w tej roli małą firmę zajmującą się produkcją niszową niż wielkie przedsiębiorstwo.

Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mariusza Morawieckiego zakłada, że do 2020 r. nakłady na R&B w polskich przedsiębiorstwach wzrosną do 2 proc. PKB. Tymczasem, jak wynika z  badania firmy doradczej Deloitte, tylko około jednej trzeciej przedsiębiorstw posiada strategię konieczną do takich działań. W większości przypadków podejmowane decyzje mają charakter jedynie taktyczny.

– Firmy muszą okrzepnąć finansowo, żeby po sukcesach standardowej produkcji myśleć o rozwinięciu własnych ośrodków R&B – precyzuje prof. Zbigniew Florjańczyk. – Powstaje co prawda trochę takich zespołów, ale też wiele, po konsolidacjach, zostało zlikwidowanych, szczególnie w wyniku przejęć polskich firm przez koncerny zagraniczne. W ramach międzynarodowych korporacji ośrodki badawcze funkcjonują inaczej, a firmy te z reguły nie są zainteresowane promocją polskiej myśli technicznej, lecz koncentrują się na własnych rozwiązaniach.

Obecna perspektywa unijna ma być silnym wsparciem dla firm innowacyjnych, stawiających na współpracę sfery gospodarczej z nauką i wykorzystujących osiągnięcia naukowe. Na dofinansowanie tego rodzaju projektów w przeznaczonej dla Polski części budżetu UE zapisano 13,3 mld euro (blisko 56 mld zł). Środki mają być wydawane w ramach dwóch tzw. celów Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Takie priorytety nowej perspektywy unijnej mocno podziałały na wyobraźnię przedsiębiorców. Już jakiś czas temu stało się coś, czego nie spodziewali się ekonomiści: Polacy ruszyli do urzędów, rejestrując nowe spółki technologiczne i przestawiając swoje firmy na wykorzystujące zdobycze nauki. Obecnie, jak podaje GUS, działa blisko 0,5 mln przedsiębiorstw naukowo-badawczych. Po ogłoszeniu podziału środków w ramach nowego, unijnego budżetu powstawało ich miesięcznie nawet kilka tysięcy – czyli tyle, co w branży budowlanej (tradycyjnie notującej największe wzrosty i spadki liczby firm) czy warsztatach samochodowych (największa liczba prywatnych przedsiębiorstw).

Poziom innowacyjności całej polskiej gospodarki nadal jednak daje wiele do życzenia. Według Komisji Europejskiej tylko 20 proc. krajowych firm stosuje innowacyjne rozwiązania. Średnia dla całej UE wynosi natomiast prawie 40 proc.

– Tymczasem tego rodzaju firmy, oferując produkty wyższej jakości, lepiej radzą sobie na rynku – ocenia Anna Socha, wykładowczyni paryskiej Wyższej Szkoły Biznesu. – Konkurencyjne wyroby bowiem stają się szybciej przestarzałe, konsumenci postrzegają je jako mniej funkcjonalne, a więc niewarte swojej ceny.

W polskich firmach najpopularniejszym sposobem na pozyskanie nowych technologii jest utworzenie własnego działu B+R działającego w ramach przedsiębiorstwa, zatrudnienie specjalistów albo nawiązanie współpracy z jednostką naukowo-badawczą (JNB). Jednym z najistotniejszych efektów obecnej perspektywy unijnej ma być wsparcie takiej kooperacji. W ramach tzw. pierwszej osi priorytetowej Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (IR) na dofinansowanie mogą liczyć projekty zakładające współpracę sektora gospodarki i nauki w ramach badań przemysłowych, prac rozwojowych oraz poprzedzających wdrożenia (preferowane są projekty, w których podmiot gospodarczy pełni rolę lidera). Wyniki badań muszą jednak (jak precyzuje Umowa Partnerstwa) mieć „praktyczne, gospodarcze i rynkowe zastosowanie”.

“Polskie innowacje częściej powstają w firmach rodzinnych, małych, w których nie ma silnej presji akcjonariuszy na zyski.”

Większe szanse na dofinansowanie w tym zakresie mają działania w tzw. modelu „od pomysłu do przemysłu” zakładającym prace innowacyjne podczas całego cyklu realizacji: od badań i etapu projektowania, poprzez działania rozwojowe, do wdrożenia, rozumianego jako tzw. akceleracja rynkowa – czyli rozpoczęcia przemysłowego wytwarzania wyrobu, wdrożenia nowej technologii lub rozpoczęcia świadczenia nowej usługi.

O dofinansowanie mogą się ubiegać zarówno przedsiębiorstwa dopiero inicjujące działalność B+R, jak i ją rozwijające. – Docelowym efektem ma być zawsze transfer technologii do praktyki gospodarczej – wyjaśnia Malina Gapik, specjalistka ds. funduszy unijnych.

W ramach tego instrumentu możliwa jest również realizacja tzw. etapowa, zakładająca przerwanie w uzasadnionych przypadkach prac – np. wtedy, gdy okaże się, że projekt nie spełnia kryterium zasadności ekonomicznej. – Możliwe jest zatem stosowanie elastycznych zasad realizacji, takich jak wsparcie projektów obejmujących jedynie prace rozwojowe, tworzenie prototypów czy tylko linii demonstracyjnych – zapewnia Gapik.

Według badania międzynarodowej firmy doradczej TNS ponad połowa dyrektorów finansowych dużych, międzynarodowych korporacji jest niezadowolona z zysków, jakie przynoszą innowacyjne inwestycje. Ich zdaniem aż 80 proc. takich projektów kończy się porażką, a zaledwie 1-5 proc. udaną premierą rynkową. To normalne – taka jest po prostu specyfika odważnych inwestycji w potencjalnie przełomowe rozwiązania technologiczne czy nowe modele działalności. Ale wysokie ryzyko porażki powoduje zarazem, że istotną barierą w poszukiwaniu i wprowadzaniu nowatorskich rozwiązań jest brak pieniędzy.

W Polsce do niedawna innowacjom nie sprzyjał system podatkowy, w którym brakowało wsparcia dla firm inwestujących w B+R. Ulgi dotyczyły głównie kosztów ponoszonych w związku z kupnem gotowych, funkcjonujących już na rynku, rozwiązań. Nie obejmowały natomiast prac prowadzonych we własnym zakresie.

W załataniu kapitałowej luki mogą pomóc fundusze europejskie trafiające do przedsiębiorstw za pośrednictwem różnych podmiotów – głównie poprzez fundusze kapitałowe typu private equity (PE), venture capital (VC), podwyższonego ryzyka, Risk Sharing Finance Facility (RSFF), ale także poprzez sieci aniołów biznesu oraz inne instytucje otoczenia biznesu (IOB). Finansowaniem w takim zakresie mogą być objęte działania polegające zarówno na tworzeniu nowych przedsiębiorstw, zasileniu kapitałowym konkretnych projektów, wsparciu rozwoju platform i sieci współpracy kojarzących inwestorów z podmiotami poszukującymi finansowania oraz kształtowaniu tzw. gotowości inwestycyjnej (przygotowanie dokumentów i analiz).

– Mogą na tym skorzystać firmy konsultingowe oraz przedsiębiorstwa organizujące współpracę podmiotów gospodarczych i ośrodków naukowych, a więc różnego rodzaju portale, zrzeszenia firm, tzw. klastry, organizacje branżowe – twierdzi Malina Gapik.

Krajowe firmy, zdaniem specjalistów, mają problem z wykorzystaniem potencjału tkwiącego w tzw. zarządzaniu własnością intelektualną – chodzi tu m.in. o patenty czy wzory przemysłowe i użytkowe. Spośród 400 spółek, przebadanych swego czasu przez analityków firmy doradczej CODES, aż 85 proc. nie miało zgłoszonych do Urzędu Patentowego żadnych tego rodzaju wzorów.

“Krajowe firmy mają problem z wykorzystaniem potencjału tkwiącego w tzw. zarządzaniu własnością intelektualną – chodzi tu m.in. o patenty czy wzory przemysłowe i użytkowe.”

– Właściciele przedsiębiorstwa nie zdają sobie sprawy, że innowacją mogą być z pozoru banalne rozwiązania – zauważa Jakub Rogoziński, specjalista ds. ewaluacji biznesowej. – Dlatego wiele rozwiązań dotyczących organizacji pracy, poszczególnych procesów czy zarządzania w ogóle nie jest rejestrowane. I zamiast przynosić zysk autorom i firmie, staje się tzw. własnością publiczną.

W nadchodzącej perspektywie unijnej zaradzić temu mają fundusze na wsparcie tzw. innowacji otwartych, których realizacją zajmuje się jednocześnie kilka podmiotów wraz z wybranym ośrodkiem naukowym. Największe z tych ostatnich posiadają bowiem często wysoki potencjał prowadzenia własnych prac badawczych, dysponują patentami i wynalazkami, ale nie są w stanie ich wykorzystać. Z kolei wielu właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw nie stać na tworzenie działów B+R. Muszą oni też mierzyć się z licznymi barierami, takimi jak np. wysokie koszty transakcyjne pozyskiwania technologii oraz korzystania ze specjalistycznego know-how, będącego w posiadaniu dużych przedsiębiorstw.

Istotną rolę w inicjowaniu takiej współpracy mogą odegrać podmioty pełniące funkcję tzw. brokera, którego zadaniem jest pozyskiwanie w dużych korporacjach niewykorzystanych pomysłów oraz identyfikacja firm zainteresowanych rozwojem i komercjalizacją tych rozwiązań. – Finansowanie z funduszy unijnych obejmować zatem może nie tylko same koszty prowadzenia prac B+R oraz wdrożeniowych, ale również usługi pośrednictwa i doradztwa świadczone przez brokera – wyjaśnia Malina Gapik.

“Wiele ośrodków R&D zostało zlikwidowanych, szczególnie w wyniku przejęć polskich firm przez koncerny zagraniczne.”

Obok innowacji zaliczanych do grupy podażowej (produkcyjnej) na unijne wsparcie mogą także liczyć firmy poszukujące nowych rozwiązań od strony popytowej, których źródłem inspiracji są konsumenci. Powszechnym rozwiązaniem w tym zakresie jest organizowanie zewnętrznego lub wewnętrznego badania rynku (tzw. grupy focusowe). W Europie proces projektowania i tworzenia nowych rozwiązań coraz częściej oddawany jest w ręce samych konsumentów (tzw. consumer- -made), pracujących w otoczeniu specjalistów. Zadaniem takich „konsultantów ludowych” jest formułowanie opinii o przeprowadzanych procesach: biorą oni udział w zebraniach produktowych, służą opinią, doradzają, oceniają itp.

Podczas pracy zajmują wysoką, niewiele niższą niż zarząd, pozycję w firmowej hierarchii, co pozwala im na swobodne formułowanie opinii bez obaw, że sami zostaną poddani krytyce. – Właściciel przedsiębiorstwa może na takim eksperckim stanowisku zatrudnić przyjaciela, znajomych czy kogoś z rodziny – tłumaczy Anna Socha. – Liczy się, by osoba taka miała nowe spojrzenie na wszystkie etapy produkcji oraz umiała jasno komunikować wynikające ze strony popytowej oczekiwania.

Tagi:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *