ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Najlepsi z najlepszych

Udostępnij

Mistrzowie biznesu 2017 to firmy reprezentujące szeroki przekrój polskiej Gospodarki. Są wśród nich kolosy, reprezentujące finanse i telekomunikację. Są firmy rodzinne, spółki działające w sektorze najnowocześniejszych technologii, dostarczające rozwiązania atrakcyjne dla klientów biznesowych i detalicznych. Naszych Mistrzów łączy jedno: każdy z nich bardzo dobrze daje sobie radę na rynku, zwiększa sprzedaż i grono klientów.

Wszyscy działają na niezwykle zmiennym i kapryśnym rynku. Wybierając tegorocznych Mistrzów Biznesu, szukaliśmy właśnie takich firm, które z sukcesem odpowiadają na dzisiejsze wyzwania. Gdy spotkaliśmy się w Warszawie z laureatami i wręczyliśmy im nagrody, wykorzystaliśmy okazję do szczerej rozmowy o tym, czym dziś żyją nasi Mistrzowie. Ich odpowiedzi ułożyły się w katalog najbardziej palących wyzwań, a na jego czele są trzy najtrudniejsze: tempo, technologie i ludzie.

Dziś, jak nigdy wcześniej, firmy muszą dawać sobie radę z wielką dynamiką zmian. Z dnia na dzień wyrastają start-upowi konkurenci. Pojawiają się projekty określane mianem „disruptive”, które w pięć minut wywracają ustalony porządek rzeczy. Decyzje są i muszą być podejmowane bardzo szybko, coraz częściej bez wiedzy o wszelkich skutkach i implikacjach. To wszystko determinuje w coraz większym stopniu sposób funkcjonowania właścicieli i menedżerów.

– Szybkość, tempo, nadmiar – to dzisiejsze wyzwania numer jeden – ocenia Bożena Leśniewska, wiceprezes Orange Polska. Opowiada, że niedawno brała udział w wykładzie Singularity University, dotyczącym rozwoju gospodarczego. – Użyto tam nowego dla mnie terminu „exonomy”, powstałego z połączenia ekonomii z ekspotencjalnym wzrostem. I tak właśnie jest, żyjemy w czasach exonomii, wszystko dzieje się tak szybko jak nigdy wcześniej. Dotyczy to zarówno naszego życia prywatnego, jak i kariery. Pytanie brzmi, jak poradzić sobie z takim tempem wzrostu, jak za nim nadążyć. – Wiele firm ma w swoim DNA szybkie zmiany, ale przecież nie wszystkie. Problemy mają zarówno tradycyjne biznesy, jak i start-upy. Te pierwsze muszą się mierzyć z tempem zmian, by przetrwać na rynku. Z kolei najmłodsze firmy mają problem z wykorzystaniem całego dostępnego im potencjału, wszystkich możliwości rozwoju ponad granicami, jakie otworzył Internet – zwraca uwagę Bożena Leśniewska.

Cały biznes kieleckiej grupy VIVE, znanej chyba najlepiej z marketingu sportowego, opiera się właśnie na tempie – coraz większym tempie, w jakim konsumenci wymieniają odzież w szafach. – Nasza firma żyje z recyklingu tekstyliów, dziennie prawie 500 ton. W dobie konsumpcjonizmu, dużej dynamiki sprzedaży ubrań, zmieniającej się mody, producenci dostarczają odzież, dla której normą stało się „maksymalnie 10 prań”. Po tym okresie ciuchy lądują w szafie albo na śmietniku, a konsument kupuje coś nowego – tłumaczy Agnieszka Servaas, prezes VIVE Management.

Tempo wzrostu i zmiany potrzeb konsumpcyjnych mają też wpływ na funkcjonowanie firm pożyczkowych, takich jak Provident Polska. – Działamy w Polsce już 20 lat. Nasz biznes jest dość tradycyjny, udzielamy pożyczek na bieżące potrzeby klientów detalicznych – mówi Agnieszka Kłos, prezes Providenta. Ale od razu dodaje, że w ciągu ostatnich 2-3 lat klienci firmy zaczęli się gwałtownie zmieniać. Z jednej strony mają coraz szersze, szybko zmieniające się potrzeby i aspiracje. Z drugiej, działają i funkcjonują na co dzień w Internecie, więc i tam chcą korzystać z usług finansowych. – Widzimy rosnącą aktywność klientów młodych, przed trzydziestką. Im pożyczanie kojarzy się bardzo dobrze, jest czymś naturalnym w sytuacji, gdy chcą już teraz zrealizować swoje potrzeby, takie jak zagraniczna podróż, kurs językowy itd. Podobnie rośnie aktywność klientów, którzy mają już dzieci i z myślą o nich chcą finansować swoje wydatki – dodaje Agnieszka Kłos.

To ostre tempo ma też wpływ na funkcjonowanie banków, którym dosłownie z dnia na dzień przybywa zupełnie nowych konkurentów. – Bardzo mocno się zmieniamy, właściwie od każdej strony. Czy jednak nadążamy za zmianami, czy będziemy dość elastyczni? Tego nie wiem – przyznaje Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego. – Mamy w grupie ING 60 tysięcy pracowników, 8 tysięcy w Polsce. Działamy w kompletnie innych realiach niż dynamiczne firmy, które teraz wchodzą na rynek – i nie są obwarowane daleko idącymi regulacjami, nie mają spuścizny korporacyjnej, nie muszą dbać ani o realizację misji społecznej, ani o ochronę danych klientów w takim stopniu, w jakim my to robimy – dodaje Bolesławski.

Z coraz szybszymi cyklami w biznesie muszą sobie poradzić także specjaliści, bez których biznes funkcjonować nie może. Tacy jak prawnicy. – To fakt, tempo jest dziś niezwykłe, dosłownie w sekundę musimy oceniać ryzyka i możliwości. Jeśli nie nauczymy się orientować w czasie sekund, to zostaniemy z tyłu, nie tylko jako biznes, także jako kraj. My, prawnicy, musimy więc wyprzedzać rynek, antycypować zmiany, tak by być przygotowanym na pytania i pomysły naszych klientów – tłumaczy Robert Kroplewski, właściciel działającej od ponad 25 lat Kancelarii Radcy Prawnego Kroplewski. Mecenas Kroplewski jest także pełnomocnikiem Ministra Cyfryzacji ds. Społeczeństwa Informacyjnego, i z tej pozycji ocenia tempo zmian w Polsce. – Patrząc z bliska na sposób tworzenia regulacji w obszarze cyfryzacji, muszę ze smutkiem powiedzieć, że nasz kraj rozwija się nadal w sposób linearny.

Za sprawą inwestycji zagranicznych wciąż na nowo odtwarzamy ten sam model, jesteśmy powtarzalni. Dopiero epoka cyfryzacji stwarza pierwszą historyczną okazję, by zacząć od nowa budować ekosystem polskiej gospodarki w oparciu o dane i najnowsze technologie. Zwinna, szybko adaptująca się gospodarka, oparta na danych to nasza wielka szansa – dodaje Robert Kroplewski. Szybkie tempo zmian w biznesie nakłada rzecz jasna dodatkowe ciężary na system edukacyjny, w tym szczególnie na szkolnictwo wyższe. Od lat pojawiają się narzekania na to, że uczelnie przygotowują w niewłaściwy sposób tych, którzy mają za chwilę zasilić rynek pracy. Jeśli te narzekania miały pewne uzasadnienie w spokojniejszych czasach, to dziś wydają się mieć znaczenie fundamentalne.

– Słucham wypowiedzi przedstawicieli biznesu i mogę potwierdzić, że podobne wyzwania, jak przed polskimi firmami, stoją dziś przed biznesem w każdym chyba kraju świata – zwraca uwagę Sylwia Hałas-Dej, dyrektor Centrum doradztwa i kształcenia menedżerów na Akademii Leona Koźmińskiego oraz prezes Fundacji Koźmińskich. Jak zatem szkoły wyższe mogą lepiej odpowiedzieć na te potrzeby? – Naszym podstawowym wyzwaniem jest stałe podnoszenie jakości kształcenia i wykształcania w studentach właściwego podejścia do przyszłej pracy. Szkolnictwo musi przekonać biznes, by zechciał z nami aktywnie współpracować. To nadal jest bolączka polskich uczelni. Biznes ma wielkie oczekiwania i jest mocno krytyczny wobec funkcjonowania uczelni. Ja to rozumiem. Ale jeśli biznes nie zaangażuje się w pomoc na rzecz zmieniania uczelni, nadal będzie niezadowolony – przekonuje Sylwia Hałas-Dej. Jej zdaniem na szybko zmieniającym się rynku edukacyjnym przetrwają te uczelnie, które znajdą wspólny język z biznesem: tak by eksperci z firm pojawiali się na uczelniach, by biznes miał wpływ na kształtowanie programu studiów. – To musi być chęć obustronna, bo i interes jest wspólny – dodaje szefowa Fundacji Koźmińskich.

Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że dla przedsiębiorców Internet i najnowsze technologie stały się rajem, stworzyły możliwości bez precedensu. Zarazem jednak pojawiły się także nigdy niewidziane zagrożenia, ryzyka i trudności. Nasi Mistrzowie Biznesu wymienili wiele pól, na których rozwój technologiczny pozwolił skokowo zwiększyć i rozszerzyć zakres ich działalności.

– Nasza firma zaczynała jako hurtownia odzieży używanej, którą potem odsprzedawaliśmy za granicę. Dziś wykorzystujemy najnowsze technologie, by przerabiać używaną odzież – mówi Agnieszka Servaas z VIVE Management. Na co można ją przerabiać? Okazuje się, że zastosowania są niemal nieskończone. Można na jej bazie tworzyć… nową odzież. – Trzy lata temu współpracujący z nami projektant Mariusz Przybylski stworzył kolekcję wykorzystującą odzież przerabianą. Ale niepotrzebne już ubrania przerabia się też przemysłowo. Na co? Na kruszywo przemysłowe wykorzystywane w zakładach mechanicznych. Na paliwo alternatywne, którego używają np. cementownie. Wreszcie na kompozyty tekstylne, szeroko wykorzystywane w budownictwie jako elementy zbliżone cechami do elementów drewnianych – a mające zdecydowanie dłuższą żywotność i trwałość (np. jako deski tarasowe, stoły, krzesła, wieszaki). Dzisiejsza technologia umożliwia wiele sposobów wielokrotnego wykorzystania zrecyklowanej odzieży – mówi Agnieszka Servaas. I dodaje, że także jej firma zaczyna wykorzystywać w swojej działalności możliwości Internetu.

– Pracujemy nad tym, by przekonać konsumentów do wyciągania nieużywanej odzieży z szaf i przekazywania nam do dalszego wykorzystania. Skoro sprzedaż ubrań w dużym stopniu przeniosła się do Internetu, także my pracujemy nad rozwiązaniami e-commerce, które pozwolą nam dotrzeć do klienta z ofertą odbioru ubrań – mówi prezes Servaas, ale nie ujawnia jeszcze szczegółów.

W przypadku firmy Medim, istniejącego od 28 lat dystrybutora wysoko zaawansowanego sprzętu medycznego, nowe technologie stanowią samo centrum myślenia o biznesie. Zwłaszcza w branży medycznej, gdzie wynalazek goni wynalazek. – Zajmujemy się nie tylko sprzedażą, dystrybucją i serwisem sprzętu, ale też promujemy nowe technologie, szkolimy lekarzy i personel medyczny, np. w zakresie małoinwazyjnej chirurgii. Wiemy, że na dystrybucji nie możemy opierać całej przyszłości firmy. Dlatego dziś pracujemy nad własnymi produktami – mówi Anna Janczewska-Radwan, prezes Medimu. I zdradza, że na deskach projektantów firmy jest system bazujący na technologii radiowej RFID, pozwalający identyfikować i lokalizować przedmioty i ludzi w szpitalach i innych placówkach ochrony zdrowia.

Na coraz trudniejszym rynku telekomunikacyjnym grupa Orange nie miała innego wyjścia, jak tylko wejść w działalność mocno technologiczną. – Jesteśmy firmą tradycyjną, która przechodzi cyfrową przemianę, by móc odnaleźć się w dzisiejszym świecie – mówi Bożena Leśniewska z Orange. Co to konkretnie oznacza? Z jednej strony Orange mocno wspiera innowacje w firmie, inwestuje w start-upy, rozwija akcelerator rozwoju małych firm Orange Fab. Z drugiej strony, firma wchodzi w partnerstwa z kooperantami, bo rozumie, że nie musi już wszystkiego robić sama. – To lepsza strona medalu. Gorsza jest taka, że wielkie firmy technologiczne zabierają biznes takim firmom telekomunikacyjnym jak nasza. SMS-y były długo naszym ważnym biznesem, dziś odchodzą do przeszłości, ustępując miejsca licznym komunikatorom internetowym – dodaje wiceszefowa Orange. Na intymne pytanie, jakich komunikatorów używa sama, odpowiada nieco wymijająco. – Często jestem pytana, który z nich jest pewny i bezpieczny. Nie mam na to dobrej odpowiedzi: nawet jeśli dziś któryś komunikator jest uważany za bezpieczny, to już jutro może się stać bardzo niebezpieczny. To także symbol czasów, w których żyjemy – dodaje.

Dla Providenta rozwój technologiczny po stronie firmy i klientów doprowadził do powstania zupełnie nowej gałęzi biznesu. – Mamy 2 tys. pracowników, 6 tys. doradców klienta, 700 tys. klientów. Nie rezygnujemy z obsługi „naziemnej”, to dla nas nadal core business. Ale z roku na rok rozwijamy markę Provident Direct, czyli pożyczki samoobsługowe w Internecie – tłumaczy prezes Kłos. – Uważamy postępujące zmiany społeczne i technologiczne za naszą wielką szansę i otwarcie nowych możliwości.

Tam, gdzie Orange i Provident widzą nowe możliwości, tam bankowcy muszą widzieć nowe ryzyka. – Właściwie tylko działalność depozytowa jest nadal zarezerwowana dla banków, w innych dziedzinach Orange czy Provident są dla nas takimi samymi konkurentami jak inne banki – przyznaje Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego. Jego zdaniem dawna pozycja banków jest już nie do odtworzenia. Rewolucja technologiczna powoduje z jednej strony zmianę oczekiwań klientów, z drugiej konieczność przystosowania banku od strony informatycznej. – Stajemy się jedną wielką firmą technologiczną, w naszym back-office jest już mnóstwo automatyzacji, botów. Ludzie są nadal potrzebni, podobnie jak oddziały bankowe – ale do innych zadań niż jeszcze kilka lat temu – dodaje Michał Bolesławski.

Nowe czasy nakładają nowe zadania i wyzwania dla branży ubezpieczeniowej. – W ubezpieczeniach jak w soczewce odbijają się wszelkie zmiany społeczne i cywilizacyjne. Pewne rodzaje ryzyk, które jeszcze kilka lat temu nie istniały, dziś stają się powszechne. W grupie Gothaer specjalizujemy się w obsłudze firm z branży energetyki odnawialnej, od projektu do uruchomienia np. farmy wiatrowej czy instalacji fotowoltaicznej – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaera. Dodaje, że kolejnym nowym trendem jest sprzedaż mikroubezpieczeń. Na przykład parkujemy auto i możemy opłacić postój bez ubezpieczenia lub z nim – różnica groszowa, a mamy ochronę w przypadku np. uszkodzenia samochodu. Podobnie bilet tramwajowy – dodanie ubezpieczenia daje nam ochronę od następstw nieszczęśliwych wypadków. Ubezpieczenia nie śpią, idziemy z duchem czasów. Szefowa Gothaera mówi, że jest coraz częściej pytana, jak ubezpieczyciele będą traktować auta autonomiczne, pojazdy bez kierowców, które przecież też mogą być sprawcami szkód komunikacyjnych. – Dziś ubezpieczamy odpowiedzialność kierowcy, w przyszłości to się przesunie w stronę odpowiedzialności producenta auta, może także jego właściciela. Jest tu jeszcze sporo pytań, ale prace nad nowym modelem wyceny szkód trwają – dodaje szefowa Gothaera.

“Nie tylko o systemach zamawianych przez administrację publiczną można powiedzieć, że już w momencie wdrażania są przestarzałe – i powinny być zastąpione nowszymi.”

Wszyscy Mistrzowie Biznesu zwracają uwagę, że nowe technologie niosą też dla firm nowe, czasem niemierzalne obszary ryzyka. Po pierwsze, systemy i sprzęty starzeją się w ogromnym tempie. Nie tylko o systemach zamawianych przez administrację publiczną można powiedzieć, że już w momencie wdrażania są przestarzałe – i powinny być zastąpione nowszymi. Szefowa Medimu zwraca uwagę, że średnio każde urządzenie medycznie starzeje się technologicznie już po około 18 miesiącach użytkowania. Po drugie, i to naprawdę boli biznes, niezwykle poważnym zagrożeniem stała się cyberprzestępczość, ataki hakerskie, internetowy hejt wobec firm, marek i ludzi. Do niedawna sprawy dotyczące cyberbezpieczeństwa stanowiły domenę działów IT, to one miały się martwić i znajdować rozwiązania. Dziś jest już inaczej, ochrona zasobów firmy, zapewnienie jej maksymalnej obrony przed atakami cybernetycznymi i wizerunkowymi stanowi jedno z podstawowych zadań kadry menedżerskiej.

Jakby tego było mało, nagle, niemalże z dnia na dzień, wielkim zagrożeniem dla polskich firm stała się sytuacja na rynku pracy. Program 500+ zniechęca matki do powrotu do pracy, bezrobocie dołuje, rośnie presja płacowa, zaś lukę po ponad milionie polskich młodych i dobrze wykształconych emigrantów ekonomicznych są w stanie wypełnić jedynie przybysze ze Wschodu, głównie z Ukrainy. A młodzi polscy pracownicy? Oni nie chcą już pracować jak poprzednie pokolenia. Niezła pensja i etat nie są ich jedynym celem w życiu. Cenią sobie work-life balance, czyli równowagę między pracą a życiem prywatnym. Nie uznają lojalności wobec pracodawcy za dobro nadrzędne. Nie są gotowi, by pozostawać przez całe zawodowe życie w jednym miejscu. Chcą zmian, aktywności, nowych doświadczeń i wrażeń. Chcą partnerstwa z pracodawcami. Zwraca na to uwagę Michał Bolesławski z ING.

– Sytuacja na rynku pracy to dla nas wielkie wyzwanie. Nie chodzi tylko o poziom wynagrodzeń. Owszem, w związku z presją rynkową i wprowadzanymi regulacjami jesienią wprowadziliśmy w banku płacę minimalną na poziomie 4 tys. złotych. Jednak głównym wyzwaniem jest konieczność stworzenia atrakcyjnego środowiska pracy dla młodych ludzi. Elastyczność formuły zatrudnienia, elastyczne godziny pracy, możliwość łączenia kariery z życiem osobistym i hobby, wsparcie dla podnoszenia kwalifikacji. To nie moda, tylko dzisiejsze oczekiwania pracowników – przyznaje Bolesławski. Co z tym robi jego bank? – Przebudowaliśmy strukturę wewnętrzną, odeszliśmy od starych departamentów w stronę bardziej elastycznego modelu, trochę w stylu Spotify. Ale to niewiele daje. Często zdarza się tak, że na dziesięć osób deklarujących chęć udziału w interview, osiem nawet nie przychodzi na spotkanie, i zaledwie dwie z nich uznają za stosowne o tym uprzedzić – mówi ze zgrozą Bolesławski. ING jak mało kto ma świetny przegląd polskiej gospodarki. Bank obsługuje 320 tys. przedsiębiorstw w Polsce i widzi doskonale, że problemy kadrowe dotyczą wszystkich branż. W przypadku firm z małych miast to jest prawdziwy dramat, nie mają już skąd pozyskać pracowników.

Ten problem jest bardzo dostrzegalny także w branży ubezpieczeniowej. – Pracuję w ubezpieczeniach od 25 lat i niezmiennie uważam, że to bardzo ciekawy sektor. Nie ma drugiej sfery, która skupiałaby pracowników tylu zawodów, o tak różnym wykształceniu i przygotowaniu. Lekarze, statystycy, hydraulicy, aktuariusze, marketingowcy, sprzedażowcy. Taka różnorodność buduje siłę tego specyficznego sektora. Kwestia zatrudnienia w ubezpieczeniach jest więc również palącym tematem, także ze względu na koncentrację firm ubezpieczeniowych w Warszawie.

Trwa podkupowanie sobie pracowników przez towarzystwa, o nowych dobrych ludzi jest trudno – przyznaje Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer. Jeszcze trudniej jest o dobrze przygotowanych specjalistów od inżynierii medycznej. Anna Janczewska-Radwan, prezes Medimu, zwraca uwagę, że wciąż żadna uczelnia w Polsce nie przygotowuje dobrze do pracy w takiej specjalności. – Tu trzeba naprawdę wiele wiedzieć i umieć, by nadążać za trendami i nowymi możliwościami. Tymczasem taką rolę uniwersytetu pełni w branży moja firma. Medim wykształcił bardzo wielu profesjonalistów, także tych, którzy dziś pracują u konkurencji.

Jak na te bolączki powinna odpowiadać branża edukacyjna? – Dziś nie powinno się uczyć zawodów – bo to jest już spóźnione – ale umiejętności. Umiejętności prawnicze również są narażone na konkurencję ze strony robotów, na automatyzację. Przyszłość ma taka praca ludzka, która pomoże robić rzeczy nieoczywiste, syntetyzować myśli, zamiast tylko operować na liczbach – mówi mec. Kroplewski. A co realnie robią najlepsze uczelnie wyższe? – Na Koźmińskim stawiamy dziś przede wszystkim na satysfakcję szeroko rozumianych interesariuszy oraz na umiędzynarodowienie studiów. Czynnikiem per saldo decydującym o sukcesie uczelni jest i będzie jakość studiów. Dziś nasz klient jest bardzo świadomy, nawet w wieku 19 lat wie, czego chce i czego może oczekiwać od uczelni. Musimy sprostać tym coraz wyższym oczekiwaniom. Z myślą o tym wprowadzamy liczne innowacje, np. uczymy studentów uważności (mindfulness), umiejętności kluczowej w dzisiejszych pracach projektowych – wylicza Sylwia Hałas-Dej z Akademii Leona Koźmińskiego.

Czwartym czynnikiem, na który zwracają uwagę wszyscy Mistrzowie Biznesu, jest poziom zaufania, a ten wiąże się z poczuciem odpowiedzialności oraz rolą edukacyjno-uświadamiającą biznesu. I to na każdym poziomie. Między firmami a pracownikami, firmami i markami a klientami, firmami a regulatorami.

– Rolą wielkich firm jest uświadamianie klientom, że żyjąc w rzeczywistości cyfrowej, muszą pogodzić się z tym, że ich dane są i będą dostępne w sieci i nie są wymazywalne. Jedyną metodą, by ograniczyć ryzyka z tym związane jest nieistnienie w sieci. Ale brak obecności w sieci, mediach społecznościowych, prędzej czy później skazuje nas na nieistnienie w biznesie – uważa Bożena Leśniewska z Orange. Zwraca uwagę, że w Chinach jest zupełnie inaczej. Tam wszystko w sieci jest publicznie dostępne, nie ma problemu ochrony danych osobowych. Chińczycy żyją z tą świadomością, a to sprzyja w ostatnich latach bardzo wysokiej akceleracji cyfrowej społeczeństwa, otwarciu na nowe możliwości cyfrowe. Wysoką ceną za to otwarcie jest uznanie faktu, że instytucje państwa, a także wiele innych podmiotów, zyskują ogromną wiedzę na temat obywatela i biznesu.

“Mistrzowie Biznesu poradzą sobie i z takimi wyzwaniami. Ale ich funkcjonowanie i szanse przyspieszonego rozwoju byłyby dużo większe, gdyby otoczenie im nie przeszkadzało, ale z każdym rokiem coraz bardziej wspierało.”

Kwestia zaufania jest absolutnie kluczowa dla takich firm jak Invest Secure Family Office, zajmujących się zarządzaniem majątkami rodzinnymi. – Na co dzień pracujemy przede wszystkim z firmami rodzinnymi, a tu największe wyzwanie stanowi dziś sposób przekazania majątku i biznesu kolejnym pokoleniom, bezpieczne reinwestowanie. Na świecie rozwiązania tego typu są znane od co najmniej kilku wieków. W Polsce to nadal pewna egzotyka, poziom wiedzy jest niski, panuje spora nieufność do branży finansowej – przyznaje Kornel Dybul, prezes firmy. Gros wysiłków jego zespołu idzie właśnie na cele edukacyjne, tłumaczenie podstaw działalności i korzyści, jakie klienci i ich rodziny mogą odnieść, decydując się na skorzystanie z oferty. – Wiemy, jak trudna jest to decyzja. Chodzi przecież o majątek całego życia, jego bezpieczne transferowanie i inwestowanie. O to, by kapitał pracował w sposób kontrolowalny i przewidywalny – tu nie ma miejsca na inwestycje o charakterze spekulacyjnym – wyjaśnia Dybul.

Kluczem do sukcesu w tej działalności jest poznanie potrzeb klienta i pokazanie mu, co firma jest w stanie zaoferować mu „ponad rynek”. Bo przecież klient pyta „dlaczego mam płacić za obsługę inwestycji, skoro w moim banku dostanę darmowy private banking”. Zdaniem szefa Invest Secure Family Office – różnica jest ogromna. Pracownicy banków pracują przede wszystkim dla swoich pracodawców, a nie dla klienta. Mają swoje cele sprzedażowe, które muszą osiągnąć. – U nas obowiązuje zupełnie inny model: dopiero sukces finansowy klienta staje się naszym sukcesem – mówi Dybul.

Agnieszka Servaas z VIVE zwraca z kolei uwagę, jak potrzebne jest uświadamianie konsumentom, by nie dokładali się do zaśmiecania naszej planety. – Potrzebne jest tłumaczenie konsumentom, że nie powinni zapełniać wysypisk śmieci niepotrzebnymi już ubraniami, lecz dawać im drugie życie dzięki skorzystaniu z istnienia takich firm jak nasza. Prowadzimy kampanie edukacyjne, uczestniczymy w targach i innych imprezach typu „slow”, promujących zdrowszy i bardziej ekologiczny styl życia. Razem z WWF wyprodukowaliśmy torby z włókniny, powstałej z przerobu odzieży. Na wyprodukowanie jednej takiej torby z bawełny potrzeba aż 20 tys. litrów wody – dodaje szefowa VIVE Management.

Wszyscy nasi rozmówcy zwracają uwagę na codziennie bolączki funkcjonowania biznesu w polskich realiach AD 2017. Na niestabilność przepisów, nagłe ich zmiany lub przynajmniej zapowiedzi, które powodują, że biznes zaczyna drżeć o przyszłość. Jak zmiany podatkowe, zapowiedzi podwyższenia składek ZUS, „naloty” urzędów skarbowych i instytucji kontrolnych.

– Mamy do czynienia z nieprzewidywalnym otoczeniem regulacyjnym. Każda zmiana, a nawet każda zapowiedź możliwej zmiany przepisów, skutkuje m.in. mocnymi wahaniami kursu giełdowego naszej spółki matki. Chciałabym, by nas nie zaskakiwano zmianami regulacyjnymi, przeprowadzanymi w błyskawicznym tempie. Oczywiście my sobie z tym poradzimy, ale dla naszych klientów skutki mogą być mało korzystne – mówi Agnieszka Kłos, prezes Providenta.

Mistrzowie Biznesu poradzą sobie i z takimi wyzwaniami. Ale ich funkcjonowanie i szanse przyspieszonego rozwoju byłyby dużo większe, gdyby otoczenie im nie przeszkadzało, ale z każdym rokiem coraz bardziej wspierało.

Tagi:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *