ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Małe jest elektryczne

Udostępnij

W ciągu zaledwie kilku miesięcy na ulicach polskich miast pojawiły się tysiące pojazdów napędzanych prądem. Skutery i hulajnogi, a częściowo także elektryczne rowery, stały się nad Wisłą swoistą awangardą elektromobilności.

Zjawisko, o którym mowa, jest zupełnie nowe. Gdy w 2016 roku ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiadał słynny milion aut elektrycznych w ciągu 10 lat w Polsce, to ekspansji lekkiej osobistej elektromobilności nikt chyba jeszcze nie przewidywał. Elektryczne skutery, a już zwłaszcza e-hulajnogi w posiadaniu prywatnym, były zupełną niszą. Podobnie elektryczne rowery. Ale w roku 2017 zaczęło się to zmieniać.

Wtedy właśnie wystartowały w Polsce pierwsze usługi sharingu skuterów, wypożyczanych na minuty z ulicy za pomocą aplikacji na smartfony. Dwaj pionierzy tego biznesu – polskie sieci blinkee.city i JedenŚlad.pl (obecnie Hop.City) – od początku postawili wyłącznie na pojazdy elektryczne. A kilkanaście miesięcy później, w listopadzie zeszłego roku, na ulice Wrocławia wjechały pierwsze elektryczne hulajnogi, tym razem wprowadzone przez potentata zagranicznego – firmę Lime. Do tego doszły rowery ze wspomaganiem elektrycznym, które pod brandem Mevo pojawiły się w marcu tego roku w Trójmieście, tworząc miejski system roweru publicznego.

W ciągu niespełna dwóch lat dostęp mieszkańców polskich miast do elektromobilności wzrósł więc niemal lawinowo.

Jednoślady na prąd

magazyn businessman, businessman.pl - hulajnogi elektryczne, elektromobilność, raportZ opublikowanego w lipcu raportu „Na progu przełomu – współdzielona mobilność w Polsce” autorstwa stowarzyszenia Mobilne Miasto i portalu SmartRide.pl wynika, że sharing elektrycznych skuterów dotarł już do blisko 20 miast. Samych pojazdów tego typu jest już  prawie 1,5 tys., jeżdżą w barwach sześciu operatorów. Do e-skuterów zachęcają atrakcyjne warunki korzystania – np. możliwość zapłaty nawet tylko za kilka minut użytkowania, dopuszczalność jazdy w dwie osoby oraz w przypadku większości dorosłych użytkowników – możliwość jeżdżenia skuterami bez konieczności posiadania prawa jazdy (patrz: ramka obok).

Największa eksplozja popularności stała się udziałem współdzielonych e-hulajnóg. W ciągu zaledwie ośmiu miesięcy od debiutu ich liczba na ulicach dobiła do ok. 7 tys. Są w dziewięciu miastach, oferuje je 10 operatorów globalnych i polskich (nie licząc pilotaży), a wchodzenia na rynek nowych graczy można się spodziewać w każdej chwili.

Rowery elektryczne (ściślej: ze wspomaganiem elektrycznym) na większą skalę jeżdżą w Polsce na razie tylko nad Bałtykiem. System Mevo, stworzony dla Trójmiasta i zarządzany przez firmę Nextbike, obejmuje 14 gmin metropolii, a docelowo ma być największym w Europie systemem roweru publicznego złożonym w 100 proc. z pojazdów wspomaganych elektrycznie – ich przewidziana w umowie liczba to 4080 sztuk. Na początek lipca operator systemu potwierdził dostępność 1,6 tys. rowerów (blisko 40 proc. docelowej wielkości floty).

Elektromobilność przejmuje ostatnią milę

Efekt? „Na prąd” przemieszczają się codziennie w kraju tysiące mieszkańców miast. Z opublikowanych niedawno przez „Rzeczpospolitą” danych firmy Selectivv wynika, że tylko w maju tego roku z e-hulajnóg skorzystało aktywnie w Polsce blisko 87 tys. osób. Mevo, mimo wielu zgrzytów i perturbacji w pierwszych miesiącach (przerwy w przyjmowaniu płatności, problemy z relokacją i bieżącym ładowaniem baterii skutkujące ograniczoną dostępnością pojazdów), również udowodnił duże zapotrzebowanie na elektryczne jednoślady. W ciągu pierwszych trzech miesięcy z udostępnionych początkowo ok. 1230 rowerów użytkownicy skorzystali ponad 690 tys. razy, co daje bardzo wysoki wskaźnik: średnio 6,6 wypożyczenia każdego roweru dziennie. Tym samym lekkie, osobiste elektryczne środki lokomocji (e-hulajnoga nie jest obecnie pojazdem w rozumieniu Kodeksu drogowego, patrz ramka) stają się w miastach realną opcją komunikacyjną, uzupełniającą transport zbiorowy i samochodowy (czy to prywatny czy na żądanie). Z danych światowych wynika, że średni przejazd skuterem współdzielonym to dystans 4-5 km w czasie 15-20 min. W Warszawie firma Lime podała, że najczęstszy dystans pokonywany na e-hulajnodze tej sieci to 1,6 km, a mediana czasu użytkowania: 8 min.

A to oznacza, że elektromobilność wkroczyła jako podstawowy (obok siły mięśni) napęd na bardzo istotnym dla komunikacji w mieście dystansie tzw. pierwszej lub ostatniej mili. Niektóre samorządy w Polsce dostrzegają to, chcąc uczynić lekką współdzieloną elektromobilność częścią swojej oferty transportowej. Pierwszy wszedł na tę drogę Rzeszów, który rozstrzygnął pionierskie postępowanie na operatora usług mikromobilności, łączącego w ramach jednego systemu 3 typy pojazdów: rowery elektryczne (80 szt.), skutery elektryczne (20 szt.) oraz e-hulajnogi (50 szt.).

W kilku miastach, m.in. w Milanówku czy Ostrowi Mazowieckiej i ościennych gminach, miały miejsce także projekty pilotażowe, sprawdzające wpływ skutera elektrycznego na miejską mobilność. W powiecie ostrowskim w zeszłym roku blinkee.city udostępniło 20 swoich skuterów. – Transport publiczny i prywatny nie był w tym regionie wystarczający, zaproponowaliśmy więc naszą usługę sharingową jako uzupełnienie. W zaledwie trzy miesiące zarejestrowaliśmy tam ponad 1730 przejazdów łącznie na prawie 27 tys. km – opowiada Marcin Maliszewski, współzałożyciel blinkee.city.

Nadjeżdża nowe

To, że lekka elektromobilność będzie się upowszechniać, jest w zasadzie pewne. Sprzyjają temu co najmniej trzy niezależne, choć powiązane ze sobą trendy.

Po pierwsze, sharing elektrycznych jednośladów, jak dotąd główny motor wzrostu ich popularności, najlepsze ma dopiero przed sobą. Raport Mobilnego Miasta i SmartRide. pl przewiduje, że do 2025 roku liczba współdzielonych e-hulajnóg i skuterów zwiększy się w Polsce o ponad 500 proc. Co zresztą jego autorzy uważają za raczej zachowawczą prognozę.

Po drugie – pociąga to za sobą stopniowo także coraz większe zainteresowanie tego typu pojazdami ze strony prywatnych nabywców. Marek Tokarewicz, współzałożyciel poznańskiej firmy Zwinne Miasto, oferującej hulajnogi elektryczne i jeden z pierwszych w Polsce ich dystrybutorów, mówi wręcz o „wybuchu zainteresowania”. – Na samym początku główną barierą były dla nas kwestie mentalne – postrzeganie hulajnogi. Kojarzyła się głównie z dziecięcą zabawką. „Dorosła osoba na ulicy na hulajnodze? Czy nie narażę się na śmieszność?” – to były pytania kupujących. Dzięki flotom sharingowym ten problem został nagle przezwyciężony – opowiada Tokarewicz.

I wreszcie trend trzeci, związany z postępem technologii. Firmy motoryzacyjne i rozmaite start-upy pracują pełną parą nad koncepcjami innowacyjnych, lekkich, miejskich pojazdów, które byłyby bezemisyjne, łatwiej od samochodów pokonywałyby zakorkowane miasta i znajdowałyby sobie miejsce do zaparkowania. Najpewniej kwestią dość niedługiego czasu są trójkołowce czy małe czterokołowce – hybrydy auta z motocyklem, zajmujące niewiele miejsca, a dające schronienie przed warunkami atmosferycznymi (przykładem polskiego projektu w tej dziedzinie jest pojazd Triggo, którego prototyp wiosną tego roku rozpoczął próby drogowe).

A jednocześnie przybywa innowacji w elektromobilności rozmiaru S czy wręcz XS. Mowa tu o różnych jeździkach w rodzaju elektrycznych deskorolek (ang. hoverboard) czy elektrycznych monocykli. One, wraz z e-hulajnogami, zaliczane są do kategorii nazywanej zwykle w Polsce UTO (urządzenia transportu osobistego), a po angielsku PLEV (Personal Light Electric Vehicle). Dziś tego typu urządzenia kupowane są głównie rekreacyjnie i dla rozrywki. Ale kto jeszcze kilka lat temu przewidywał, że pojazdem miejskim stanie się hulajnoga?

Tagi:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *