ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Kapitał zaufania

Udostępnij

Wiara klientów w kompetencje doradców bankowych została poważnie nadwyrężona. Odbudowie kapitału zaufania sprostają tylko największe i najbardziej odpowiedzialne instytucje.

Artykuł opublikowano w magazynie Businessman nr 01-02/2019

Indywidualny doradca do spraw inwestycji kapitałowych jest jednym z podstawowych i najbardziej pożądanych przez klientów private bankingu (PB) profitów związanych z bankowością prywatną.

Jak wynika z ankiet prowadzonych cyklicznie przez instytucje finansowe, systematycznie spada odsetek użytkowników PB wybierających taki rodzaj usługi bankowej ze względu na możliwość uzyskania dodatkowych korzyści w rodzaju ułatwiającego życie concierge’a czy darmowych biletów do kina. Zdecydowanie rośnie natomiast udział osób najbardziej ceniących w bankowości prywatnej twarde, surowe korzyści finansowe, trudne do uzyskania na rynku zwykłych, detalicznych usług finansowych w rodzaju rachunków oszczędnościowych czy lokat terminowych. Zwiększa się zatem znaczenie dających zyski papierów wartościowych kosztem bankowych gadżetów.  Sprzyja temu utrzymywana od dłuższego czasu przez Narodowy Bank Polski (NBP) polityka wyjątkowo niskich stóp procentowych. Aktualnie przeciętne oprocentowanie depozytów gospodarstw domowych w Polsce – według danych NBP – wynosi około 1,5 proc. W poszukiwaniu nawet minimalnego zysku klienci chętniej spoglądają w kierunku inwestowania w nieruchomości na wynajem czy nawet na stosunkowo ryzykownej giełdzie (akcje, obligacje korporacyjne). W ostatnich miesiącach wyraźnie widać przesunięcie środków z depozytów bankowych w kierunku funduszy inwestycyjnych. Wartość zgromadzonych w tego rodzaju produktach aktywów pod koniec 2017 roku, jak podaje portal Analizy.pl, wyniosła blisko 279 mld zł i była o 20 mld zł wyższa niż rok wcześniej. Ubiegły rok był najlepszy od czterech lat szczególnie w segmencie tzw. funduszy mieszanych, w których zdeponowany został kapitał o wartości  większej o 5,3 mld zł niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

– Do tego rodzaju inwestycji konieczne jest jednak zaufanie, którego na rynku w ostatnich latach nieco brakowało – zauważa Jan Andrzej Raczyński, niezależny analityk giełdowy i finansowy.

Wygodne fotele

Klienci bankowości prywatnej, uzyskując usługę o najwyższym standardzie, jeszcze do niedawna mogli mieć z tym niejaki problem. W ramach tego rodzaju usługi otrzymują bowiem opiekuna, którego zadaniem jest pomoc w wyborze odpowiedniego instrumentu finansowego. Zaraz po otwarciu konta zapraszani są na rozmowę, zaaranżowaną zazwyczaj w nowoczesnym gabinecie, gdzie są częstowani kawą albo herbatą w firmowej filiżance. Zasiadając na wygodnych fotelach, dyskutują z bankowcem najpierw na temat akceptowalnego poziomu ryzyka.  Po dokonaniu takiego bardzo ogólnego wyboru doradca rozpoczyna prezentację poszczególnych instrumentów finansowych, posługując się najczęściej wykresami obrazującymi zachowanie wybranego instrumentu bazowego (na którym miała być oparta inwestycja) w określonym czasie. Nie trzeba dodawać, że wykres prezentuje raczej korzystne, z punktu widzenia inwestora, zwroty, a doradca zapewnia o poziomie ryzyka, który nie przekracza poziomu akceptowanego przez klienta.  Na wszystkie ewentualne wątpliwości bankowiec ma przygotowaną odpowiedź. Wachlarz pytań nie jest bowiem przesadnie szeroki. Dla obu stron jest oczywiste, że dane mogą być oparte tylko na historii. Nie da się przewidzieć zachowania wybranego instrumentu w przyszłości.

Nie jest pewne, że produkt, najczęściej jednostka funduszu inwestycyjnego otwartego lub zamkniętego, w kolejnych miesiącach będzie się zachowywał tak samo jak do tej pory.

Z większym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa można tylko szacować. Rozmowa ma jednak charakter doradczy, więc wielu klientów odnosi wrażenie, że prezentowany przez fachowca produkt to dobro rzadkie, przeznaczone dla wybranych klientów posiadających status VIP. Ewentualne wątpliwości doradca rozwiewa, bardziej lub mniej sprawnie sięgając po argumenty ekonomiczne, dotyczące samego instrumentu, charakterystycznych nastrojów na rynku, czy gospodarki kraju lub regionu. Jeszcze niedawno nie każdy klient miał świadomość, że także do takich rekomendacji trzeba podchodzić ostrożnie.

– Jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych opierają się także na walorach notowanych na giełdzie, są jednak znacznie mniej angażujące niż akcje przedsiębiorstw czy obligacje – wyjaśnia Raczyński. – To instrument, którego podstawowym zadaniem jest dywersyfikacja ryzyka. Inwestor nie musi sam się zastanawiać, jak dobrać instrumenty do swojego portfela. Informując doradcę o akceptowanym poziomie ryzyka, otrzymuje modelowe, „uszyte” przez specjalistów konkretnego funduszu, rozwiązanie. W żadnym razie takich jednostek nie warto kupować w ciemno. Ważny jest nie tylko wybór instytucji świadczącej usługi PB, a więc doradcy, ale także firmy zarządzającej funduszem. Konsekwencje takiej decyzji bywają bowiem znaczące.

Trzęsienie ziemi

W ostatnich latach krajowym rynkiem finansowym wstrząsnęły przynajmniej dwa bardzo poważne wydarzenia, naruszające znacząco renomę poszczególnych instytucji. Pierwszym, o mniejszej skali, była likwidacja sześciu subfunduszy inwestycyjnych Altus TFI. Drugim, znacznie poważniejszym, utrata płynności finansowej przez firmę  windykacyjną GetBack, która zarabiała na kupowaniu przeterminowanych długów.  Przedsiębiorstwo początkowo rozwijało się znakomicie. Startując z kapitałem w wysokości kilku milionów zł, w ciągu pięciu lat stało się drugą co do wielkości firmą windykacyjną w Polsce, generującą kwartalnie zysk EBIDTA w wysokości około 80 mln zł.  Podczas debiutu giełdowego w połowie 2017 roku spółka została wyceniona na dwa mld zł. W październiku kapitalizacja firmy zbliżyła się nawet do trzech mld zł. Sytuacja zmieniła się w związku ze zmianą podejścia inwestorów do całej branży windykacyjnej. GetBack początkowo zaczął mieć problemy ze sprzedażą obligacji, z których miał zamiar finansować zakupy dużych pakietów nowych wierzytelności. Płacił za nie najwięcej na rynku, co wprowadzało w konsternację zarówno środowisko bankowe, jak i osoby związane z branżą odzyskiwania przeterminowanych należności. Kłopoty z możliwością uplasowania emisji kolejnych transzy obligacji doprowadziły do wyprzedaży na parkiecie giełdowym akcji przedsiębiorstwa, których wartość w ciągu kilku tygodni spadła o 75 proc.

Spółka próbowała się ratować i w kwietniu ubiegłego roku wypuściła fałszywy, jak się później okazało, komunikat o negocjacjach z PKO BP i Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie pozyskania 250 mln zł dodatkowego finansowania. W wyniku wydanego przez obie instytucje dementi Komisja Nadzoru Finansowego uznała, że doszło do manipulacji i zawiesiła notowania akcji GetBack.

Jednocześnie wyszło na jaw, że podczas sprzedaży obligacji osobom fizycznym mogło dochodzić do nadużyć w postaci oferowania tysiącom niedoświadczonych inwestorów instrumentów spółki jako bezpiecznej lokaty kapitału. Bywało, że osoby takie nie były nawet informowane, że chodzi o obligacje korporacyjne spółki GetBack, a doradcy bankowi mówili jedynie, że jest to produkt bezpieczny jak lokata bankowa, oprocentowany na niespotykanie korzystnym poziomie sześciu proc.  w skali roku. Być może dochodziło także do przypadków samodzielnego kupowania papierów na konto inwestorów przez bankowców, którzy od sprzedaży papierów o wartości 100 tys. zł dostawali, jak podawały media, około tysiąca zł prowizji. Jeden z banków, jak donosiły media, oferował takie papiery inwestorom nawet wtedy, gdy było jasne, że przedsiębiorstwo traci płynność finansową i szybko staje się niewypłacalne. Obecnie osoby, które w ciemno zaufały doradcom, liczą straty i walczą o odzyskanie choćby drobnej części zainwestowanego majątku. Podobny los spotkał nabywców jednostek funduszy inwestycyjnych Altusa. Także sprzedawane jak niezwykle bezpieczne, w zasadzie pozbawione ryzyka jednostki – na przykład FIZ aktywnej alokacji spółek dywidendowych – od połowy ubiegłego roku straciły przeszło jedną trzecią wartości. Na początku ubiegłego roku jeden taki papier kosztował prawie 140 zł, obecnie wyceniany jest na mniej niż 90 zł.

Drakońskie regulacje

Obecnie banki prowadzące najbardziej rozbudowane działy bankowości prywatnej odchodzą od agresywnego oferowania bardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Takie procedury wymusza prawo, a konkretnie unijne dyrektywy MIFID (I i II, ostatnia weszła w życie na początku 2018 roku). Regulacje zrewolucjonizowały sposób dystrybucji produktów finansowych. Pierwsza nałożyła na firmy finansowe nowe, dodatkowe obowiązki informacyjne, m.in. konieczność wypełniania przez klientów specjalnych ankiet, które mają określać ich profil inwestycyjny (na przykład skłonność do podejmowania ryzyka). Taka procedura miała ustrzec właściciela rachunku przed kupnem niechcianego produktu finansowego (jednostek funduszu inwestycyjnego opartego o ryzykowne akcje, instrumentu pochodnego, polisy czy produktu strukturyzowanego).W praktyce jednak bywała fikcją. Większość doradców finansowych rozliczała się ze swoim pracodawcą, tak jak w przypadku sprzedaży obligacji GetBack, na podstawie realizacji indywidualnie wyznaczanych celów. Dodatkowo do ich kieszeni trafiało nawet 70 proc. regulowanej przez właściciela rachunku opłaty za zarządzanie. Rezultat był taki, że dystrybutor (doradca) chętniej namawiał do angażowania kapitału w instrumenty, od których dostawał wyższą prowizję, co niekoniecznie zgadzało się z interesem inwestora. MIFID II ma likwidować ten proceder, a przynajmniej znacznie go ograniczyć. Klient musi być poinformowany, za co konkretnie ponosi koszty, jakiego są one rodzaju i w jakiej wysokości.

Ale każdy klient PB wie doskonale (a osoby aspirujące do takiej pozycji powinny zdawać sobie z tego sprawę), że ostatecznego wyboru instrumentów finansowych w portfelu dokonuje sam. Inwestycje wiążą się bowiem z niemałym ryzykiem. Żadna, nawet najbardziej renomowana instytucja finansowa, nie weźmie na siebie pełnej odpowiedzialności za ewentualne straty. Są jednak zasady, które pomogą ograniczyć możliwość utraty całości bądź części posiadanego kapitału. W trakcie wyboru jednostek funduszu inwestycyjnego do portfela warto na przykład zwracać uwagę na renomę instytucji oferującej. Duże firmy finansowe gwarantują znacznie większe bezpieczeństwo inwestycji niż mały, utworzony nawet przez największych fachowców, fundusz. Na zagranicznych instytucjach nadal natomiast ciążą skutki kryzysu finansowego 2008 roku, przez który Polska przeszła w zasadzie suchą stopą. – Zaufanie jest najbardziej pożądaną walutą na rynku kapitałowych inwestycji prywatnych – zapewnia Raczyński. – Instytucje finansowe czeka długa droga, zanim klienci zaufają im ponownie. Sprostają jej tylko największe organizacje, w sposób najbardziej konsekwentny i zdecydowany wdrażające nowe procedury.

Tagi

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *