ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Kapitał na czterech kółkach

Udostępnij

Czy zakup trzydziestoletniego samochodu może okazać się lepszą inwestycją niż nabycie akcji spółki z indeksu MSCI World? Tak – pod warunkiem, że będzie on poszukiwanym na rynku tzw. youngtimerem.

W 1982 r. Mercedes wprowadził do sprzedaży model 190 (W201). Podejmując tę decyzję, firma postanowiła otworzyć się na klientów spoza dojrzałej klasy średniej – i szybko okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Popularny Baby-Benz zdobył ogromną popularność, w ciągu 10 lat z taśm produkcyjnych zjechało ok. 1,9 mln jego egzemplarzy. Zapewniło mu to status jednego z najlepiej sprzedających się samochodów w historii firmy ze Stuttgartu.

Peter Ruch w książce pt. „Legendarne nie­mieckie samochody” zauważa, że podłożem suk­cesu tego modelu było m.in. odważne odejście od wciąż konserwatywnego wówczas designu. „W201 był zwartą, klinowatą, niemal dynamicz­ną kompozycją ostrych linii, z krótkim i wysokim tyłem, który odziedziczyli także jego następcy. Jako pierwszy Mercedes obył się bez wykończeń chromowanych, z wyjątkiem oczywiście tradycyj­nej atrapy chłodnicy” – pisze Ruch.

Podstawowy model Baby-Benza z dwulitro­wym silnikiem o mocy 90 KM, który w 1982 r. kosztował 25,6 tys. marek, dziś można dostać nawet za 2 tys. zł. Zadbane egzemplarze kosztu­ją wprawdzie sześć razy tyle, ich zakup nie jest jednak inwestycją gwarantującą frajdę z jazdy czy dobre ulokowanie kapitału. Co innego, jeśli nabędzie się wersję tego Mercedesa oznaczoną symbolem 190 E 3.2 AMG. Wyprodukowano ich zaledwie 200 sztuk. Dlatego ceny zaczynają się od 80 tys. zł – i stale rosną.

“Dodatkowym bodźcem zachęcającym do takiej lokaty kapitału może być łączenie własnych pasji z inwestycjami oraz tzw. <em>dywidenda emocjonalna</em>.”

Dywidenda także emocjonalna

Photo Credit: .

Tego typu samochód, wyprodukowany w niewiel­kiej liczbie egzemplarzy albo stanowiący nietypo­wą wersję auta wytwarzanego na masową skalę może stanowić doskonałą lokatę kapitału – nawet jeśli nie spełnia kryteriów klasycznego auta zabyt­kowego. Tzw. youngtimery – czyli pojazdy, które zjeżdżały z taśmy produkcyjnej od początku lat 80. do połowy 90. zyskują bowiem coraz szersze grono zwolenników. Przekłada się to oczywiście na ceny najbardziej pożądanych modeli. Z analizy tygodnika „The Economist” wynika, że od 2003 do 2013 r. rynek klasyków na czterech kółkach był jednym z najatrakcyjniejszych sposobów lokaty kapitału, a potencjalna stopa zwrotu z inwestycji ponad dwukrotnie przewyższała profity wynika­jące z zakupu akcji spółek zaliczanych do indeksu MSCI World (stanowiącego jeden z głównych in­deksów referencyjnych dla globalnych funduszy inwestycyjnych).

Z kolei z zestawienia Knight Frank Luxury Investment Index dowiadujemy się, że wartość klasycznego rynku samochodów wzrosła w 2015 r. o 17 proc. – więcej niż w przypadku luksuso­wych zegarków, biżuterii, znaczków, sztuki czy wina. Rynek youngtimerów bardzo mocno roz­winął się w Niemczech. Z przeprowadzonego na zlecenie m.in. Niemieckiego Związku Producen­tów Samochodów (ZDK) badania pt. „Klasyczne samochody: czynnik ekonomiczny” wynika, że po drogach naszego zachodniego sąsiada jeździ aż 2 mln takich aut. – Właściciele youngtimerów traktują je jako hobby, a za kierownicą zasiadają w czasie wolnym, dla relaksu. Widać u nich silną więź emocjonalną z tymi pojazdami. Z badania wynika także, że inwestują w nie średnio 2,9 tys. euro rocznie, przy czym kwota ta nie zawiera kosz­tów paliwa i podatku drogowego – mówi Robert Rademacher, były szef ZDK. Przeciętna wartość niemieckiego youngtimera wynosi ok. 12 tys. euro, a roczny przebieg oscyluje wokół 7 tys. km.

Jak rynek młodszych klasyków wygląda w Pol­sce? Trudno to niestety stwierdzić, gdyż szacunki dotyczące samochodów zabytkowych są prowa­dzone bez rozróżnienia na kategorie oldtime­rów i youngtimerów. Jedno jest jednak pewne: miłośników tych drugich stale u nas przybywa. Z najnowszego raportu KPMG pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” wynika, że zamożni Polacy coraz częściej łączą budowę majątku z realizacją własnych pasji czy osobistym rozwojem. Inwesty­cje przestają być wyłącznie zapisem księgowym, a zakupy dóbr luksusowych stają się czymś więcej niż jedynie czystym kosztem. Jednak nieliczne obiekty, z racji na ich jakość, długowieczność, globalną rozpoznawalność oraz ograniczoną podaż, można przenieść z kategorii „wydatki” do kategorii „inwestycje”. W grupie tej znajdziemy m.in. unikatowe samochody.

– Oczywiście w Polsce taki sposób lokowania kapitału cały czas jest mniej popularny niż w Eu­ropie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych. Bogaci Polacy szybko zmieniają jednak swoje przyzwyczajenia. Zachętą do takiego postępo­wania są wyniki, jakie można osiągnąć na rynku. Dodatkowym bodźcem zachęcającym do takiej lokaty kapitału może być łączenie własnych pasji z inwestycjami oraz tzw. „dywidenda emocjo­nalna” – mówi Maciej Kossowski, prezes Wealth Solutions, firmy zajmującej się dostarczaniem dóbr luksusowych.

To ważne pojęcie. Dywidenda emocjonalna to przyjemność z obcowania z rzadkimi samocho­dami czy innymi luksusowymi przedmiotami, jak również możliwość zaprezentowania ich z dumą w towarzystwie. – Dodać należy, że wielu inwe­storów taką lokatę kapitału traktuje także jako element dywersyfikacji portfela – mówi Kossowski.

Budowa wartościowej kolekcji samochodów wymaga jednak wiedzy, doświadczenia i czasu. Dlatego wraz ze wzrostem zainteresowania Po­laków takimi rozwiązaniami inwestycyjnymi za­obserwować można również rozwój rynku usług doradczych. – Obecnie są one świadczone przez niektóre banki w ramach private bankingu i przez niezależne firmy specjalistyczne. Należy się spo­dziewać dalszego rozwoju tego sektora usług fi­nansowych wraz ze wzrostem liczby osób zamoż­nych i bogatych – dodaje szef Wealth Solutions.

Pasjonaci wspierają pasjonatów

Polskich miłośników youngtimerów w więk­szości przypadków na razie ignorują same koncerny samochodowe. Rzadko można spotkać adresowaną do nich ofertę w kwestii do­radztwa czy serwisu. Wyjątkiem jest tu Volks­wagen, którego wybrani dealerzy zapewniają kompleksowe wsparcie właścicielom starszych aut tej marki. I tak np. Auto Group Polska oferuje usługi związane z renowacją samochodów za­bytkowych oraz sprzedażą części i akcesoriów do samochodów z grupy VW produkowanych od 1960 r. Z kolei utworzone we Wrocławiu Volkswa­gen Classic Center oferuje doradztwo w zakresie zakupu samochodów przeznaczonych do reno­ wacji. „Sprowadzamy samochody na życzenie klienta. Wykonujemy ekspertyzy. Świadczymy usługi całorocznej opieki nad Państwa zabytko­wymi pojazdami. Oferujemy usługi pod nazwą „hotel classic” – całoroczny parking połączony z kompleksową opieką” – czytamy na stronie internetowej VCC.

Nieco lepiej jest, jeśli chodzi o zapewnianie przez producentów dostępu do podzespołów. – W przypadku marki Opel istnieje możliwość zama­wiania nowych części także do starszych modeli. Służy temu specjalna strona Opel-classicparts.de, która ma zarówno wersję niemieckojęzyczną, jak i anglojęzyczną – podkreśla Wojciech Osoś, dyrektor PR w General Motors Polska. Podobną platformę ma również wspomniany Volkswagen, przy czym właściciele youngtimerów wyprodukowanych przez koncern z Wolfsburga mają też możliwość korzystania z polskiego jej odpowiednika. Z kolei Citroën w swoich serwisach oferuje 25-procentowy rabat na naprawę (części + robocizna) wszystkich samochodów tej marki mających powyżej 10 lat. Honda chętnie natomiast pomaga w pozyskiwa­niu trudno dostępnych danych na temat swoich aut, a te nieraz są niezwykle przydatne w trakcie procesu rejestracji pojazdu.

Photo Credit: .

“Samochód wyprodukowany w niewielkiej liczbie egzemplarzy albo stanowiący nietypową wersję auta masowego może stanowić doskonałą inwestycję.”

Kolejny problem, z którym borykają się wła­ściciele youngtimerów, stanowi ubezpieczenie. O ile OC można wykupić bez większych prze­szkód, o tyle o nabyciu AC do niedawna można było zapomnieć. Ten problem rozwiązała Warta, wprowadzając na rynek w maju br. ubezpieczenie autocasco: Warta Klasyki. Z deklaracji właścicie­li zabytkowych samochodów zebranych przez ubezpieczyciela wynika, że aż 90 proc. z nich było zainteresowanych możliwością wykupienia ubez­pieczenia AC dla swoich samochodów. – Przygo­towaliśmy produkt skrojony na miarę oczekiwań posiadaczy zabytkowych samochodów. Było to możliwe, bo w naszej firmie, w różnych działach m.in. sprzedaży czy likwidacji, znalazło się wielu pasjonatów – mówi Rafał Stankiewicz, wiceprezes TUiR Warta, a prywatnie entuzjasta samocho­dów klasycznych. – Dzięki temu połączyliśmy naszą wiedzę ubezpieczeniową z praktyczną znajomością potrzeb właścicieli zabytkowych aut. Posiłkowaliśmy się też know-how z rynku niemieckiego, gdyż nasz główny udziałowiec ma w ofercie takie ubezpieczenie – dodaje.

Ochrona w ramach polisy Warta Klasyki obej­muje zarówno uszkodzenia pojazdu, jak też jego kradzież, a wszystko w formule ubezpieczenia od wszystkich ryzyk (tzw. all risks). Objąć nią można auta już w wieku 25 lat, o wartości wyższej niż 10 tys. zł – co oznacza, że skorzystać z niej mogą także właś-ciciele starszych youngtimerów. Co ważne, Warta nie wymaga członkostwa w automobilklubie czy zarejestrowania samochodu jako zabytkowego.

 

Autor: Rafał Skórski

Tagi:
Następny artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *