ŁADOWANIE

Wpisz by wyszukać

Hi-tech na zdrowie

Udostępnij

Gdybyśmy wdrożyli wszystkie wynalazki i systemy opracowane przez polskich naukowców i przedsiębiorców, pewnie mielibyśmy najnowocześniejszą służbę zdrowia na świecie.

Artykuł opublikowano w magazynie Businessman nr. 05-06/2017

Na świecie umiera co roku 770 tys. ludzi, bo antybiotyki im nie pomagają – mimo że często choroba nie jest wcale śmiertelnie groźna. Takie wyniki przyniósł brytyjski projekt badawczy „Review on Antimicrobal Resistance”. Ta dramatyczna statystyka to „zasługa” wszechobecności antybiotyków w naszym otoczeniu, w rezultacie czego bakterie uodparniają się. Lista winnych: od naszprycowanego tymi specyfikami mięsa, które trafia na stoły, po zwykłe wygodnictwo. Przykład? Z niedawnych badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wynika, że 67 proc. pediatrów ulega namowom i sugestiom rodziców i przepisuje ich pociechom antybiotyki. Zwykle bez wnikania, z jaką bakterią mamy do czynienia, wg zasady: na gorączkę – antybiotyk. Bo czekanie na wyniki badań laboratoryjnych zabrałoby przynajmniej kilka dni plus dodatkowe wydatki.

Na tym etapie chce wkraczać polska firma Bioavlee. – Odpowiednia diagnostyka jest konieczna, by minimalizować wykorzystanie antybiotyków – twierdzi Marcin Bruś, menedżer odpowiedzialny za komercjalizację jej produktów (wcześniej założyciel biura Facebooka w naszym regionie Europy). – Naszym celem jest pomóc weterynarzom, lekarzom oraz przedsiębiorcom w tańszym i szybszym rozpoznaniu bakterii. Lepsza diagnostyka to więcej informacji. A więcej informacji, to lepsze decyzje – kwituje.

Receptą Bioavlee jest urządzenie, które ma szybko identyfikować konkretne zagrożenie. W porównaniu z badaniami laboratoryjnymi ma kilka atutów: cenę, czas i prostotę. Ta pierwsza jest niższa, bo firma proponuje abonamentowy model korzystania ze swojej infrastruktury. Wykonanie diagnostyki trwa co najmniej kilkanaście godzin krócej niż w tradycyjnym laboratorium. – Jesteśmy w stanie zidentyfikować bakterie z dokładnością dochodzącą do 98 proc. Co istotne, dzieje się to w czasie od 9 do 16 godzin od momentu posiewu – zapewnia Damian Andrzejewski, CTO w firmie.

A prostota? Wystarczy włożyć pobraną od pacjenta próbkę do podajnika i zdać się na urządzenie. Nie trzeba eksperckich umiejętności ani wyrafinowanych odczynników. Maszyna namnaża bakterie, następnie przepuszcza przez ich kolonie wiązkę lasera, rejestrując obraz. Widmo zostaje porównane przez algorytm z bazą bakterii. – Dysponujemy atlasem widm, który jest na bieżąco uaktualniany nowymi patogenami – podkreśla Bruś.

Tego rodzaju rozwiązań technologiczno-medycznych powstaje w Polsce coraz więcej –  niektóre opisujemy poniżej w ramkach. Niestety – barierą jest ich komercjalizacja. Można czasem odnieść wrażenie, że zaawansowane technologie medyczne znad Wisły budzą większe zainteresowanie biznesowe za granicą niż w kraju.

– Naukowcy zwykle starają się drążyć sprawę w nieskończoność, ciągle ulepszać pomysły. W pewnym momencie trzeba jednak stwierdzić, że jest już wystarczająco dobrze i iść dalej – opowiadał w jednym z wywiadów prof. Tomasz Ciach, nazywany w mediach „żywą fabryką wynalazków”. Ten naukowiec z Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej należy dziś zapewne do najlepiej znanych na świecie polskich badaczy – i to nie tylko za sprawą ponad pół setki publikacji naukowych czy współautorstwa 12 patentów. Przede wszystkim prof. Ciach potrafił przekształcić swoje badania w produkty, jest szefem trzech spółek spin-off Politechniki Warszawskiej: NanoSan guis, NanoThea i NanoVelos. Najlepiej znana jest pierwsza, gdyż jej wynalazek łatwo ująć w chwytliwy sposób: w NanoSanguis stworzono technologię produkcji sztucznej krwi.

– W moim przypadku nieocenioną pomocą są moi doktoranci, którzy mają trochę inne podejście do świata, do ryzyka. W przypadku wszystkich trzech spółek trzy doktorantki przejęły na swoje barki cały ciężar organizacyjny i pociągnęły te spółki. Ja bym nie był w stanie tego zrobić. One potrafiły połączyć naukę i prowadzenie biznesu – dodawał Ciach.

Trzeba mieć nadzieję, że podobny mechanizm naukowo-rynkowy zadziała także w przypadku innych polskich projektów. Tak, by nie okazało się, że kiedyś będziemy używać ich na co dzień – tyle że na licencjach zachodnich właścicieli.

Tagi
Poprzedni artykuł

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *